Dorota Umińska, Sebastian Umiński. I mały Kacper, i jeszcze mniejszy Leo. Na tym blogu znajdziesz to, czym żyjemy: naszą pracę, nasze podróże, muzykę, której słuchamy, ulubione książki i filmy... Dzielimy się wszystkim, co nas cieszy i fascynuje. Opisujemy ciekawe wydarzenia w Warszawie. I jak zwykle: zapraszamy do nas na kawę.

Podróże

piątek, 18 listopada 2011

Brakuje mi w tym roku jesiennego wypadu w góry. To chyba najmilsza forma spędzania urlopów jaką znam. Niestety Leo jeszcze nie siedzi, więc nawet noszenie go na plecach nie wchodziło w grę. Pozostaje więc cieszyć oczy wędrówkami innych. Np. filmem Klary Harden "Made in Iceland" z trekkingu po islandzkich drogach i bezdrożach... Pierwszy film to krótki teaser, drugi to pełna wersja.

piątek, 17 września 2010

Co tu dużo pisać: Kacper spisywał się doskonale i wchodził na wielokilometrowe podejścia. Bez problemu weszliśmy na Ornak i Kasprowy. W początkach drogi na "Kacprowy Wierch" nagraliśmy też krótki film. Ot, takie rozmowy ojca z synem :)

Raz było pogodnie, kiedy indziej chmurnie, a czasem deszczowo, ale nie przeszkodziło nam to zupełnie. Widzieliśmy niedźwiadka, zlał nas deszcz, załapała burza na szczycie. Kacper się nie zraził i bakcyla gór złapał. Najlepiej widać to na zdjęciach :)

Tatry 2010

niedziela, 15 sierpnia 2010

Po najbardziej intensywnym tygodniu mojej pracy zostałem przez Dorotkę zmuszony do urlopu. I tak już go wcześniej przełożyliśmy, bo musiałem odpalić jeden projekt dla Ery (premiera w poniedziałek - na pewno zauważycie).

Nie cierpię przygotowań przedurlopowych, generują mi zazwyczaj mnóstwo dodatkowej pracy w firmie. Samo pakowanie rzeczy na wyjazd to pikuś. Udało nam się opuścić Warszawę i dojechać do Kościeliska w sensownym czasie. Po drodze niestety przejechałem psa. Mam nadzieję, że żyje i tylko się poturbował, bo nie było jak sprawdzić. Miał szansę wyjść z tego cało. Zakopianka nie jest moją ulubioną trasą...

W Kościelisku mamy fajną miejscówkę - niby blisko cywilizacji, ale tuż pod górami - poza całym hałasem Zakopanego. Kacper ucieszony, Dorotka szczęśliwa. A nawet jeszcze nie wyszliśmy na żaden szlak :)

Góry, góry, góry. Kochamy je! Zobaczymy za kilka dni, co na to Kacper ;)

czwartek, 29 lipca 2010

Po prostu kilka zdjęć znad morza. Kacper w dynamicznych pozach a'la David Hasselhoff, malowanie twarzy, żaglowce, zamki z piasku i zwycięstwo Hiszpanii :)

Morze 2010
niedziela, 20 czerwca 2010

Chodzę po Allegro, przeglądam oferty sklepów i szukam:

  • bagażnika samochodowego na 3 rowery
  • dachowego kufra
  • pokrowców na rowery

A samochód stoi u elektryka, bo odmawia ostatnio posłuszeństwa. Jak tak dalej pójdzie, pojedziemy nad morze rowerami ;)

wtorek, 23 lutego 2010

Jeśli już zmęczyła was zimowa aura, góry śniegu i kałuże roztopów, to czas się od tego oderwać. Proponuję azjatycką podróż z naszą dobrą koleżanką Dobrusią.

Dobrochna JakubowskaChodziliśmy w liceum do jednej klasy i jako jedyni z tego grona wylądowaliśmy w Warszawie. O tym, że jest niespokojnym duchem niech świadczy małe wprowadzenie na temat jej osoby: pracowała w HP, niedawno (niemal z biegu!) została finalistką międzynarodowego konkursu chopinowskiego dla amatorów, wreszcie - aby realizować swoje marzenia - rzuciła właśnie pracę w korporacji i wybrała się w podróż życia...

Ona sama tak o tym pisze: "czasami wystarczy jeden mały krok, odrobina szczęścia, czasami wystarczy uwierzyć w swoją gwiazdę, zaryzykować więcej i pójść jeszcze dalej..."

Dobrusia jest w Bangkoku. Prowadzi regularne wpisy z tej podróży na blogu i wrzuca świetne zdjęcia. Widząc niektóre, trudno nie zazdrościć...

www.gdziemnieniema.blogspot.com

Co robi obecnie zobaczycie na www.gdziemnieniema.blogspot.com.

Polecam. Ja, korpoludek, aż odetchnąłem, czytając to.

niedziela, 12 lipca 2009

Po tatrzańskich wojażach zebrało się trochę fotek i filmów. Bez zbędnego opisu wrzucam, bo mówią same za siebie. Niedługo planujemy fotoreportaż z Mazur, a następnie znad morza. Osobiście planuję tam uprawianie nieaktywnego wypoczynku wzorem waranów z Komodo i innych jaszczurek, które kumulują energię wygrzewając się na kamieniach bez ruchu ;-)

Tu fotki:

Bukowina Tatrzańska

A tu krótki film z przerażającym finałem rodem z niskobudżetowych horrorów ;-)

piątek, 27 marca 2009

Wykorzystując mój urlop wybraliśmy się do Lublina, na stare studenckie śmieci. Bardziej niż wspomnienia interesowało nas odwiedzenie długo niewidzianych znajomych. Ilość i klimat tych spotkań zaskoczyły nas mile.

Odwiedziliśmy Ulę i Marcina, poznaliśmy ich konkursowego wilczura Guinessa. Dla Kacpra była to okazja oswojenia się z bliska z psem. Eksperyment się powiódł, synek świetnie się bawił z dwa razy większym od niego "zwierzątkiem". Tylko trudno go uczyć, że psy robią "hau, hau", skoro właśnie wcale tak nie robią... Dobrze, ze są jeszcze podwórzowe wilczury u teściów - te pokazują Kacprowi, jak brzmi szczekanie aż nadto często ;-)

Byliśmy niespodzianką wieczoru, gdy do Uli i Marcina wpadła Gosia "Dżazwik". Jak to dobrze nareszcie się spotkać. Ta kobieta potrafi podbudować swoją energią i uśmiechem. W ogóle ten dzień u "Wonsów" był magiczny. Stanowczo za rzadko się widzimy. I za rzadko mamy okazję posłuchać świetnego głosu Uli. Obiecała podesłać próbki ze swojej demo-płyty, które - jeszcze gorące - słuchaliśmy u niej. Zgodziła się na publikację, więc spodziewajcie się ich niedługo na tym blogu. Jest czego posłuchać. Najlepiej z zamkniętymi oczami.

Wpadliśmy do Dominiki i "jej chłopaków". Dominika prowadzi zaprzyjaźnionego bloga, którego polecam poczytać, a i trochę przepisów się u niej znajdzie. Wreszcie mogliśmy poznać Janusza (internetowe odkrycie Domy, które zakończyło się małżeństwem :-) oraz samego Ignacego. Ignacy z Kacprem bawili się nadzwyczaj zgodnie, bo po prostu nie wchodzili sobie w drogę. Mądre chłopaki.

Resztę weekendu spędziliśmy u Oniszczuków: Natalii, Radka i Anastazji. To kolejni przyjaciele, którzy pewnie nawet nie zdają sobie sprawy z dobrego wpływu, jaki roztaczają wokół siebie. Nastka przypomniała sobie Kacpra, którego zna już od jego stanu prenatalnego. Swego czasu, gdy Dorotka była w ciąży, Nastka podeszła i przypatrywała się jej brzuchowi. Gdy powiedziano jej, że w środku jest dzidziuś, zapytała: "A długo jeszcze będzie tam siedział?" :-)

U Radków pysznie jedliśmy (moje pierwsze zjadliwe owoce morza - brawo Radek!) i równie dobrze się bawiliśmy. Ilość zabawek Nastki oszołomiła i zachwyciła Kacpra, ale i tak ciągle próbował manipulować też sprzętem audio-video (skubany, sam sobie włącza telewizję...) i nie darował gitarze. Na tym instrumencie często brzdąka w domu, gdy otwieram futerał, więc nie miał problemu z rozpoznaniem, co można zrobić z gitarą Radka.

Spotkaliśmy się wreszcie z Lachem, czyli księdzem Mariuszem. Nie byłby sobą, gdyby nie opowiedział nam wszystkiego o aktualnych perypetiach Teatru ITP, w którym kiedyś razem graliśmy. Niedługo kolejny musical teatru: "Prorock". Po opowiedzianym przez Lacha scenariuszu i świetnej muzyce sądzę, że zapowiada się prawdziwy hit. Nie mogę się doczekać.

Na odjezdne wybraliśmy się jeszcze na mszę do kościoła na Sławinku, gdzie prawie 4 lata temu braliśmy ślub. I spotkaliśmy Gosię Rzymowską i ks. Piotrka Bełczowskiego, który jako kspiotrsac czasami wpisuje się u nas w komentarzach.

Po całym wyjeździe zostały zdjęcia. Mało, niestety nie wszystkich udało się obfotografować. Ale woleliśmy raczej skorzystać odpowiednio z tego czasu: zamiast latać z aparatem, rozmawialiśmy. Kto się załapał, zobaczcie sami.

Lubelskie fotki

 

P.S. Powyższą notkę napisałem i opublikowałem 18 marca w nocy. Doszło wtedy do awarii platformy blox. W celu przywrócenia jej działania wykorzystano backup sprzed czasu, gdy pisałem tę notkę. Zniknął mój wpis i komentarze w prawej kolumnie. Notkę przywracam, bo udało mi się ją odzyskać (chwała Google!). Komentarze będą musiały wypełniać się sukcesywnie...

niedziela, 21 września 2008

Pojechaliśmy na Mazury do pensjonatu Leszkiland prowadzonego przez Panią Maję. Super klimat, ale temperatura w dzień: 8-12 stopni! A Kacper żadnego kombinezonu jeszcze nie miał...

Nie skorzystaliśmy z licznych miejscowych atrakcji: plaży, jeziora, żaglówek, tenisa, rowerów. Za zimno na wszystko. Musieliśmy też ograniczyć trochę zapędy przyuczania syna do chusty (choć mam z nim parę zdjęć niczym Kangurzyca z Maleństwem ;-). Samochodem zwiedziliśmy okolicę: pobliskie jeziora, Szczytno (brzydkie!). W drodze powrotnej zahaczyliśmy o skansen w Olsztynku.

Kacper - o dziwo - bezproblemowo dostosował się do nowego miejsca, świeżo zakupionego łóżeczka turystycznego i ciągłego jeżdżenia. Podróże samochodem są czystą przyjemnością, bo syn śpi w foteliku nawet całą drogę. Pani Maja w Leszkilandzie prowadzi super kuchnię: duża różnorodość i smakowite dania - jeśli ja to doceniam, to jest naprawdę smacznie. Po 2 obiadach Kacper miał jednak nocne nieprzyjemności (a i my z jego powodu), więc Dorotka musiała zrezygnować z obiadów na rzecz znanych potraw (wzięliśmy trochę z domu) i przespanych nocy. Ja na szczęście mogłem cieszyć podniebienie do końca :-)

Zrobiliśmy trochę zdjęć. Krytyczni wobec nich jesteśmy, bo kiepskie światło było (ciągłe zachmurzenie), a istniała szansa, że przed samym wyjazdem kupimy nowy aparat. Nie udało się, więc zdjęcia są takie, jakie mozna wycisnąć z naszej idiot-kamery.

Wakacyjnie: Leleszki

niedziela, 22 października 2006
Zdjęcia z naszej wyprawy w Tatry Słowackie. Pogoda była cudna, góry przepiękne. A wędrówka w takim gronie, to wielka przyjemność :-)

Na bieżąco

Najnowsze zdjęcia

Najnowsze video

Warto posłuchać


Gotye "Somebody that I used to know"


Sarah Blasko "No turning back"


Charlie Winston "I love your smile"


Pomplamoose "September"


Sia "Soon we'll be found"


Skopiuj CSS