Dorota Umińska, Sebastian Umiński. I mały Kacper, i jeszcze mniejszy Leo. Na tym blogu znajdziesz to, czym żyjemy: naszą pracę, nasze podróże, muzykę, której słuchamy, ulubione książki i filmy... Dzielimy się wszystkim, co nas cieszy i fascynuje. Opisujemy ciekawe wydarzenia w Warszawie. I jak zwykle: zapraszamy do nas na kawę.
niedziela, 25 stycznia 2009

Nie mogę sobie odmówić przyjemności polecenia tego bloga. Dopiero dziś odkryłem, że Maja i Kuba włączyli się w nurt internetowego ekshibicjonizmu: http://histeryjki.blogspot.com . 

Intelektualna przyjemność przeplata się tam z orzeźwiającym humorem. Dodać muszę, że udało im się dokonać rzeczy szczególnej: prowadzą bloga razem i naprzemian komentują wydarzenia z rodzinnej rzeczywistości oraz opisują kolejne dokonania ich syna, Wojtka. O tym, że starałem się namówić Dorotkę do włączenia się w naszego bloga, już kiedyś pisałem. Tym większe gratulacje, Maju i Kubo :-)

Na pewno będę czytywał tego bloga, bo ma świetny klimat. Niejednego można się też nauczyć od Krawczyków. Szczerze polecam.

sobota, 24 stycznia 2009

Sobotni poranek, jedyna spokojna chwila. Dorotka i Kacper śpią teraz po intensywnej porannej pobudce o 7.00. Miałem zawieźć samochód do mechanika, ale dziś warsztat nie pracuje. W planach na dziś sprzątanie, Dorotka wyjdzie sobie na zakupy, bo cały tydzień przesiedziała z Kacprem w domu. Tylko czas - bez znanego mi planu - postanowił gdzieś uciec.

Brakuje czasu na wszystko.
- na rozmowę z Dorotką - tęsknię za dyskusjami z moją rezolutną żoną; za prostym byciem z nią...
- na zabawę z Kacprem - przynajmniej codziennie pod koniec dnia widzę jego postępy i kolejne umiejętności, uśmiechy, zrozumienie w oczach
- na rozwijanie się - jeszcze rok temu myślałem o ćwiczeniach, tańcu, kursach; dziś nie mam czasu nawet pomyśleć...
- na czytanie - barbarzyństwo: nie przeczytałem w tygodniu żadnej książki!
- na granie na gitarze - palce delikatnieją, poczucie rytmu się zatraca...
- na słuchanie muzyki - jest tyle pięknych piosenek do odkrycia; dobrze, że słucham radia w drodze do pracy
- na tworzenie - czuję potrzebę powoływania nowych bytów z nicości; niech się wreszcie stanie!
- na pisanie bloga - jeden wpis na tydzień to obowiązek; ale ile się wydarzyło i mógłbym to opisać, wiem tylko ja...

Zmieniam pracę i odbieram zaległy urlop, więc może nabiorę trochę czasu na łyżeczkę. Liczę na świeżość, zmianę. To chyba już czas najwyższy. Bardzo na czasie: CHANGE. Dni muszą się trochę uspokoić, bo ostatnio do nocy pracuję, o projektach śnię, frustruję się okropnie.

Zauważyliście, ile w języku jest określeń związanych z czasem? Chyba nie bez powodu. To bezcenna rzecz.

na czasie czas najwyższy
złe czasy od czasu do czasu

czas ucieka, czas leczy rany
czasem nie czas na to co czasowe

po czasie czasy się zmieniają
czasu nigdy nie mamy

Czy czas istnieje? To wymiar, zjawisko, doznanie, czy idea tylko? Podzieliliśmy go na mniejsze części, nie wiedząc ciągle czym jest. Rejestrujemy tylko jego skutki: ZMIANĘ. Boimy się tego: upływu kolejnych godzin, dni i lat. I marzymy o przeszłości, wehikułach, nieśmiertelności. Nawet Boga umieściliśmy poza czasem, żeby się nim nie martwił i był doskonalszy. Prześladuje nas mania czasu. Ale co zrobić, gdy krew w żyłach ciągle płynie?

czwartek, 15 stycznia 2009

Jak podnieść rękę, żeby nie walnąć twarzą w podłogę? Po co aż cztery kończyny? A może by teraz pójść odwrotnie?

Po rozwiązaniu tych dylematów Kacper po raz pierwszy ruszył do przodu. Grały fanfary, tłumy szalały. Sam zainteresowany od tego czasu mknie po mieszkaniu na rączych kończynach i zwiedza wszystkie zakamarki, które wcześniej trudno mu było zwiedzać tyłem.

Gratulacje, synu. Pierwszy egzamin zdany bardzo dobrze. Niestety byłem wtedy w pracy, ale dzięki refleksowi twojej mamy jest nagranie. Mam nadzieję, że kiedyś się na mnie nie obrazisz, ale nie wyglądałeś w tym momencie zbyt mądrze. Dopóki nie wstydzisz się głupich min i strojów, oglądajmy.

poniedziałek, 12 stycznia 2009

Pierwsze spotkanie Klubu Mam na Bemowie miało być kameralne. W końcu to dopiero początki. No, jeszcze burmistrz... Chciał oficjalnie otworzyć, uświęcić i słowem pobłogosławić. Jak to władza, co musi dbać o swój PR, a i zasługi swoje ma i dobrze o tym wie. Dorotka poszła z Kacprem, a tu nie tylko władza, ale tłumy i telewizja! 

Pierworodny miał swój debiut na dużym ekranie, ale nici wyszły z bezkarnego hasania po czystej wykładzinie. Oficjalność spotkania wykluczyła normalne zabawy dzieciaków, jeszcze podobno krzesłem w głowę dostał od rozbrykanego jednolatka, który - wielka mi rzecz - już umie chodzić. Zjawiło się ok. 20 mam z dziećmi, a - z tego co czytałem na forum - drugie tyle nie zjawiło się z powodu chorób, lecz obiecuje obecność na kolejnych spotkaniach. Pomyśleć, że aż tyle spragnionych towarzystwa matek w jednej dzielnicy... Śledzimy rozwój wypadków. Na pewno jeszcze napiszę, co słychać w nowym klubie mojej żony :-)

Niestety po skardze TVN serwis YouTube zablokował moje nagranie. Można je obejrzeć pod tym linkiem: www.tvnwarszawa.pl/28415,1581201,wiadomosc.html

piątek, 09 stycznia 2009

Dorotka poszukiwała ostatnio jakiejś odskoczni, możliwości wyjścia gdzieś i zrobienia czegoś więcej niż tylko spacer z Kacprem po osiedlu. Natrafiła w sieci na wątek forum, gdzie pewna dziewczyna, Marta, dzieliła się chcęcią założenia klubu, w którym mogłyby spotykać się młode mamy, rozmawiać i wymieniać doświadczenia. Zainspirowana podobną historią klubu mam z Ursynowa wzięła się ostro do rzeczy, a i moja żona nie pozostała bierna.

Spotkały się, porozmawiały i... wybrały do burmistrza, rozmawiać o sali :-) Burmistrz był za i po miesiącu zadzwonił, że sala się znalazła. Zjawi się na spotkaniu inaugurującym i nawet załatwił catering. To się nazywa porządna władza samorządowa. Właśnie z tego powodu lubię Bemowo.

Pierwsze spotkanie Klubu Mam na Bemowie
Kiedy: już w poniedziałek 12 stycznia o godz. 12.00.
Miejsce: Bemowskie Centrum Kultury ArtBem, sala na parterze.

Dziewczyny zapraszają młode mamy z dziećmi, więc się dołączam z promocją tego przedsięwzięcia. Sala służy na codzień do ćwiczeń tańca dla dwulatków (sic!), więc dla małych dzieci jest idealna: czysta i przytulna. Wątek forum i liczba chętnych ciągle się rozwija, więc wróżę dużą frekwencję.

Powodzenia, kobietki. Wiem, jak dużo wysiłku kosztuje was opieka nad naszymi maluchami i z ilu rzeczy musiałyście zrezygnować. Mam nadzieję, że to będzie dla was miejsce oddechu i sympatycznych spotkań. Może też uda wam się przeprowadzić jakieś warsztaty. Początek - naprawdę super. Szacun od ojca.

sobota, 03 stycznia 2009

Scenariusz małego przedstawienia "Historia narodzin czlowieka" powstał z namowy mojego brata. Napisałbym, że na zamówienie, ale w planie wcale nie było pisania scenariusza, tylko dyskusja nad pomysłami. Ponieważ jednak Grzesiek to cwana bestia, ostatecznie stałem się jeleniem, który pisze całość. Nie powiem, żebym narzekał. Nocne siedzenie dało mi wiele satysfakcji, bo dawno na nic kreatywnego nie miałem czasu ani motywacji. Tu motywacją był zbliżający się spektakl, którego przygotowania rozpoczęły się już wtedy, gdy scenariusz ciągle jeszcze był pisany.

Przedstawienie zostało zagrane trzykrotnie podczas świąt w Głuszycy k. Wałbrzycha. Organizowane tam od 2 lat Żywe Betlejem to wielka żywa szopka-wioska na wolnym powietrzu (zobacz zdjęcia z poprzedniego roku). Spektakl towarzyszył temu przedsięwzięciu. Reżyserował go Grzesiek, a aktorami i muzykami byli młodzi ludzie z Głuszycy. Miło było ich pooglądać, bo mają wiele talentu i jeszcze więcej zapału, który objawia się w wytrzymywaniu nieludzkiego zimna na scenie w krótkich koszulkach.

Grzesiek: dla ciebie, aktorów i muzyków wielkie gratulacje. Za tempo przygotowań, emocje i przesympatyczne kreacje aktorskie. Z mojej perspektywy była to wielka przyjemność, zarówno pisać, jak oglądać. Dziękuję :-)

Poniżej pełna wersja scenariusza. Przedstawieniu z założenia towarzyszyły piosenki, które zostały wplecione w akcję. Ponieważ jednak nie dodają one nic samej fabule i nie są dziełem autorskim dedykowanym tej historii, usunąłem je z publikowanej wersji scenariusza. Kto chciałby zobaczyć wersję pełną z piosenkami, odsyłam do Grześka. Na pewno ucieszy się z kolejnych widzów, jeśli będzie jeszcze to grał.

HISTORIA NARODZIN CZŁOWIEKA. LEGENDA O SMOKU, DZIECKU I MIŁOŚCI - scenariusz >>

środa, 31 grudnia 2008
Zanim napiszę o świętach, najpierw klocki. Nasze klocki, którymi bawiłem się z bratem i siostrą w dzieciństwie, znalazła rodzina na strychu podczas remontu. Stare i brudne trafiły do zmywarki w celu umycia. Proste, szare i toporne - moje ulubione. To z nich powstawały największe zamki i mury. Mogłem się nimi bawić godzinami. Teraz bawię się nimi dalej... z synem :-) Zbudowaliśmy już pierwszą wieżę.
sobota, 20 grudnia 2008

Po raz pierwszy zabraliśmy Kacpra do muzeum. Na wystawę "Orientalizm w sztuce" w Muzeum Narodowym trafiliśmy dzięki wejściówkom od mojej szefowej, Alicji. Była z nami też Justyna, nieodzowna towarzyszka naszych artystycznych pasji.

Kacprowi się podobało. Egzotyka, płonące żaglowce i nagie kobiety w haremach: to coś, co my chłopcy lubimy najbardziej :-)

Płonące żaglowce

Nagie kobiety w haremach

Kacper w Muzeum Narodowym
czwartek, 11 grudnia 2008

Praca daje mi w kość. Z kolei moje późne powroty dają w kość Dorotce. Kacper daje w kość jak zwykle, więc wszyscy gramy w kości ;-)

A tak serio: dawno nie wyglądałem świąt z takim utęsknieniem. Jak szybko się nie wydarzą, będę musiał się natychmiastowo zwolnić. Moje krótkie zwolnienie chorobowe upłynęło mi w pracy, bo nie mogę zniknąć z firmy w takim momencie. Od tygodnia codziennie kończę odpisywać na agencyjne maile ok. północy. Klient proponuje spotkania o 17.30 i sugeruje, że "nie jestem elastyczny". Istny kociokwik i dodatkowo brak zaufania ze strony moich własnych przełożonych. Miodzio.

Z miłych rzeczy u mnie: piszę scenariusz teatralny dla Grześka, więc znowu wyżywam się kreatywnie (po nocach oczywiście); kupiliśmy dywan, żeby Kacper nabrał chęci do raczkowania; sympatyczny ksiądz przyszedł po kolędzie; budynek nam odmalowują; nie spadł ponownie śnieg, więc cieszę się, bo ciągle nie zmieniłem opon w samochodzie itd.

Z miłych rzeczy, które cieszą mnie u Dorotki: robi pierwsze zlecenie, licząc od urodzenia Kacpra i uczestniczy w pewnej oddolnej inicjatywie społecznej. Więcej nie zdradzę, bo mnie żona ochrzani. Dopytujcie sami, jeśli kto zainteresowany. Dorotka preferuje kontakt 1:1, nawet wirtualny.

Z niefajnych rzeczy: jestem tak zmęczony, że bardziej się nie da.

Kochany Mikołaju, nie byłem specjalnie grzeczny. Przynieś mi worek czasu i choć garść snu. Gadżety sobie podarujmy. Lepiej się nie stawiaj, bo przestanę w ciebie wierzyć...

niedziela, 07 grudnia 2008

Zagadka: co też mogła robić Dorotka, że Kacper tak reaguje?

sobota, 29 listopada 2008
Kto ogląda program "Mam talent" zwrócił pewnie uwagę na zespół acapella Audiofeels. O nich jeszcze pewnie napiszę. Wypada jednak zacząć od tych, którzy spopularyzowali w mediach gatunek muzyki zwany vocal play.

Łotewska grupa wokalna Cosmos w piosence, którą bardzo lubię. Niesamowite nagranie. Oryginał zbladł przy nim.

 
 
Strona zespołu: http://www.vocalgroupcosmos.com/

Było coś dla kobiet, czas na męskie ciuchy. Znalazłem parę stron i 2 dość fajne blogi. Specyficzne, ale można z nich wyciągnąć coś dla siebie.

TrzeciObieg.pl - "niezależny blog trendspottingowy skierowany do ludzi zainteresowanych szeroko pojętym stylem - zarówno w architekturze, modzie, jak i w kuchni, czy warsztacie". Co się za tym kryje? Moda typu street i popular mainstream, czyli generalnie "lansiarskie marki". Dla lansiarzy i gimnazjalistów - jak znalazł.

manfashion.blox.pl - męski lans, moda na ulicy. Bardzo różnorodne propozycje zestawów dla facetów. Właściwie pełne spektrum. Każdy znajdzie coś w swoim klimacie. Przezabawne porady w stylu "Jak ubierać się niczym Justin Timberlake" dodają całej historii szczypty śmiechu.

magazyner.pl - męski magazyn o zakupach. Najbardziej różnorodny. Na uwagę zasługuje seria artykułów o trendach w modzie męskiej.

Z ciekawostek: dyskusja o facetach i secondhandach. Osobiście nie chodzę, choć lubię takie wyszperane ciuchy.

Kto mnie zna, wie, że nie jestem chodzącym stylem. Czasem jednak dobrze jest być lepiej ubranym facetem. U mnie na chwilę obecną faza raczej na styl uliczny (bluzy z kapturem, grafficiarskie koszulki, trampki). Jednak przed nami zimne miesiące i trzeba pomyśleć raczej o fajnych swetrach, szalikach... Do sklepów, mości panowie ;-)

wtorek, 25 listopada 2008

Takie marzenie chłopców wychowanych we współczesnej kulturze. Piosenka chodzi za mną od tygodnia. Mówi o tym, że każdy z nas chciałby czasem być kimś innym. Mieć licencję, całować te wszystkie kobiety, strzelać do złych gości. Być kimś innym, być jak James Bond.

Piosenka i teledysk "I Wish I Was James Bond" zespołu Scouting For Girls.

niedziela, 23 listopada 2008

Odwiedzili nas dziś Agnieszka i Kuba. Agnieszki nie widzieliśmy dobre pół roku, Kubę dziś poznaliśmy. Jak to dobrze spotykać się z ludźmi z tej samej bajki. Akumulatory od razu naładowane pozytywnie na kolejny tydzień. Jest was więcej, spokojnie. Znajomi i przyjaciele poruszający się w podobnych klimatach, otwarci, radośni, przyjmujący świat takim, jaki jest. Te spotkania są potrzebne, a dzieją się dość rzadko. Oczywiście dzięki temu nie powszednieją, ale brakuje ich.

Najbardziej żałuję, że tak trudno spotkać się - nie tylko w Warszawie. Ktoś tak to ostatnio podsumował: "w tygodniu łapiemy każdą chwilę odpoczynku, a wieczory są tak krótkie, że jedno spotkanie w tygodniu to już wyzwanie; nie lepiej jest w weekend, gdy zastanawiamy się, kogo z zaległych znajomych odwiedzić kosztem rodziny". Z dzieckiem to już cała wyprawa, ale możliwa. Gorzej, że Kacpra trzeba kłaść ok. 19.00 i później nigdzie już wyjść nie zdołamy. I tak zamyka się koło nadrabiania straconego czasu.

Jestem dzieckiem obecnych czasów, ale nie uznaję namiastek. Czytasz mnie właśnie, ale nie spotykamy się - i ty, i ja mamy tego świadomość. Mail? Niby więcej. Telefon? Ciągle zbyt mało czasu, a twarz za zasłoną odległości. Jeśli już uda nam się spotkać, jest to często Wizyta. Wizyta to odwiedziny, rzadka okazja, wydarzenie odświętne. Brakuje mi takich normalnych, czyli częstszych.

Przyjaźnijmy się, spotykajmy, gadajmy. Inaczej świat nas wchłonie i skaże na zapomnienie na samotnych wyspach...

sobota, 22 listopada 2008

Nasza fascynacja tańcem nie przekłada się obecnie na żadną aktywność w tym kierunku, jednak nie przemija. Może uda nam się w przyszłości zapisać na zajęcia z jazzu lub modern dance. To styl, który nas ostatnio najbardziej fascynuje.

Znalazłem kilka pięknych nagrań. Trudno się od nich oderwać:

Sylvie Guillem - Wet Woman (choreografia: Mats Ek)
Ta kobieta jest niesamowita!

Sylvie Guillem, Niklas Ek - Smoke No.2 (choreografia: Mats Ek)
Fragment pięknego duetu o oszczędnej, za to bardzo plastycznej formie.

Lalala Human Steps - Amelia
Przepiękny film z fragmentem choreografii "Amelia" w wykonaniu formacji Lalala Human Steps. Niewiarygodne...

czwartek, 20 listopada 2008
Czytając bloga Domy trafiłem na jeden z przytaczanych przez nią linków. Nazwa nic mi nie powiedziała, ale skoro Doma coś poleca... Okazało się, że Ogrudek to blog Pawła Orzechowskiego! Uśmialiśmy się z Dorotką jak norki, czytając jego dialogi z synkiem Stasiem. Szczerze polecam!
wtorek, 18 listopada 2008

Właśnie sprzeczałem się z moim bratem przez 1,5h przez telefon. Zadzwoniłem złożyć mu urodzinowe życzenia. Potem zaczęliśmy gadać o bieżących tematach, poruszyliśmy m.in. kwestię Manifestu Grudniowego dot. świąt i... uwierzycie? Kłociliśmy się tyle czasu o światopogląd, którym się różnimy. O spiskową teorię dziejów i źródła poznania, o media i Radio Maryja, o własne wybory i sądy. Trochę zepsułem Grześkowi urodzinowy wieczór. Sorry brother. Manifest był tylko iskrą, nie różnił nas, ale zainspirował do przemyśleń. I to był błąd, że się temu poddaliśmy.

Z mojego punktu widzenia to deja vu. Od lat nie jestem w stanie porozumieć się z innymi w niektórych sprawach, choć czasami mamy nawet zbieżne poglądy, a różnią nas szczegóły. Jest tak z rodziną i niektórymi znajomymi. W większości przypadków różnią nas jednak pryncypia. Czasem czuję się jak kosmita. Właściwie nie potrzebuję być rozumiany. Nie głoszę popularnych poglądów i mam tego świadomość. Jednak męczące są dyskusje, gdy - zamiast pozostać we własnych światach - próbujemy się spotkać. Męczące jest, gdy moje słowa wywołują burze.

Przestałem już wspominać o skrajnym subiektywizmie, który wyznaję. Nie chcę poruszać drażliwych tematów (choć, znając siebie, poruszam je ciągle zbyt często jak na cierpliwość moich rozmówców). Nie chcę dyskutować o religii. Nie chcę dyskutować o moralności. Nie wspominam o moich pomysłach np. na genezę praw moralnych, sposób filtrowania informacji w mediach, ludzką seksualność, źródła tworzenia się światopoglądu, pogląd nt. chorób i odporności, nieromantyczne zaprzeczanie istnieniu przeznaczenia, ostrożność co do możliwości poznania i wiele innych.

Robię się milczkiem, bo o wielu tematach lepiej szczerze nie mówić. Przez lata byłem solą w oku i czasem to wraca w niespodziewanych momentach. Nie jest miło, gdy komuś wydaje się, że zna moje intencje, a właśnie ocenił je jako wredne. Nie jest miło, gdy - nie potrafiąc wyzbyć się tonu mądrali - nie jestem w stanie uniknąć sytuacji, że ktoś uznał się za atakowanego, deprecjonowanego, gorszego. I stąd nie możemy się zbliżyć do siebie, bo nie umiemy tolerować swojej inności lub błędnie domyślamy się intencji. Czasem wystarczyłoby zatrzymać się i uznać, że się różnimy. Rzadko się to udaje.

Po co więc wywoływać wilka z lasu, skoro wystarczy milutkie pitu-pitu. I "rozmawiamy sobie", jednak mi ciąży ukrywany przed postronnymi plecak pełen samotnych niezrozumień... I tak do końca życia?

sobota, 15 listopada 2008

Listopad w pełni. Dorotka już dość zmęczona, bo ostatnio późno wracam z pracy. Kacper wieczorami jest bardzo rozdrażniony i angażujący, a ja kilka razy przyszedłem już tylko go wykąpać, wyrodny ojciec.

Cudownie jest widzieć go roześmianego. Gdy syn śmieje się na cały głos z moich żartów, czuję się taki zabawny ;-) Zazdroszczę Dorotce obserwowania go, gdy uczy się nowych rzeczy. I podziwiam ją, bo spędzanie całych dni z nim to nierzadko wyczerpujący wysiłek.

Nawet w swoje urodziny spóźniłem się bardzo. Wchodzę do domu, a tu Dorotka z Kacprem w wieczorowych strojach: ona w sukience, on w białej koszuli, wygaszone światła, tort na stole i kolacja przy świecach. Tak bardzo poprawiło mi to humor po najgorszym dniu w pracy. Ostatnio to właśnie w urodziny przytrafiają mi się niefajne historie. Na szczęście jest Dorotka. Dziękuję za super urodziny, Kochanie.

Wrzucam przy okazji kilka zdjęć: zabawnych, poważnych i smutnych. Jak to listopad...

Łzy listopadowe
czwartek, 13 listopada 2008

Wsiąkłem w "Amerykańskich bogów" (wspaniały prezent od Dorotki), choć Przemek mógłby autora nazwać "pieprzonym postmodernistą" za tę książkę. Mógłby, gdyby używał takich słów. Mój kochany szwagier życzył mi ostatnio ortodoksji, ale jakoś ciężko mi być ortodoksyjnym w czymkolwiek. Jestem dzieckiem komercyjno-postmodernistycznym i dobrze mi z tym.

Nawet nie czytając, wiedziałem od dawna, że polubię Neila Gaimana, gdy trafiałem czasami na fragmenty jego powieści. Pierwszą książką (na razie jedyną). którą przeczytałem na głos synowi był "Gwiezdny pył" tego autora. Właśnie odkryłem tez, że - niezauważenie - przeczytałem dotąd już połowę jego wszystkich powieści. Tak mi się ciągle przewija w życiu od paru lat.

I co u niego znajduję? Mieszankę rzeczywistości z nierzeczywistością. Nie fantastykę. Po prostu równorzędne wersje świata. Takie "Nad" i "Pod" funkcjonujące obok siebie na równych prawach, jak w powieści "Nigdziebądź". A najbardziej podoba mi się taka koncepcja kosmogonii i filozofii religii: wiara jako siła sprawcza. Blisko tu do Pratchetta, który w humorystyczny sposób potrafił opowiedzieć o losach bogów, gdy przestają w nich wierzyć ludzie oraz o tym, skąd bogowie i wierzenia powstają. Przewrotne, za to jakie wciągające!

Gaiman na swój własny sposób czerpie z kultury i buduje twory karykaturalne, ale tym prawdziwsze. Jego umiejętność sarkastycznego spojrzenia na świat i równoczesnego uprawdopodabniania nieprawdopodobnego urasta do rangi kunsztu. Doczytam "Amerykańskich bogów" i wezmę się za kolejne. O tak.

czwartek, 06 listopada 2008

Ogłaszam mały konkurs. Dla pierwszej osoby, która wpisze się w komentarzach mam do oddania podwójną wejściówkę na koncert. To taki prezent dla was na moje urodziny :-)

kiedy: sobota 08.11 godz. 18.00

gdzie: Studio im. Agnieszki Osieckiej, ul. Myśliwiecka 3/5/7

kto gra: AFROKOLEKTYW - polska grupa muzyczna wykonująca hip-hop z wpływami acid jazzu. Sami muzycy określają wykonywany styl muzyczny jako organiczny hip-hop jazz.

jak zdobyć wejściówkę: wpisać komentarz pod tą notką i podać swojego maila - odezwę się z informacjami.

Koncerty w Trójce mają niesamowity klimat. Szczerze polecam. Kto pierwszy ten lepszy :-)

Na bieżąco

Najnowsze zdjęcia

Najnowsze video

Warto posłuchać


Gotye "Somebody that I used to know"


Sarah Blasko "No turning back"


Charlie Winston "I love your smile"


Pomplamoose "September"


Sia "Soon we'll be found"


Skopiuj CSS