Dorota Umińska, Sebastian Umiński. I mały Kacper, i jeszcze mniejszy Leo. Na tym blogu znajdziesz to, czym żyjemy: naszą pracę, nasze podróże, muzykę, której słuchamy, ulubione książki i filmy... Dzielimy się wszystkim, co nas cieszy i fascynuje. Opisujemy ciekawe wydarzenia w Warszawie. I jak zwykle: zapraszamy do nas na kawę.
czwartek, 07 maja 2009

Nareszcie Ula "Uriel" Wąsowska pozwoliła udostępnić swoje piosenki, które zapowiadałem już dawno. Słyszeliśmy dużą część płyty w marcu, gdy zawitaliśmy do niej w Lublinie. Poprosiłem ją wtedy, żebym mógł coś tu wrzucić, bo warto się rozsłuchać w jej klimatach.

Ula

Na www.myspace.com/voiceofuriel znajdziecie 3 kawałki z jej płyty demo (to niestety tylko fragmenty). Z niecierpliwością wyglądam kolejnych. Znając ją, szlifuje ciągle aranżacje, zmienia teksty i twierdzi, że nie są skończone. A ja je słyszałem i zapewniam, że będą świetne. Ula, nie daj na nie długo czekać!

Pisałem już, że szukam ciągle nietypowych ubranek dziecięcych. I oto na znanym serwisie Spreadshirt.net, gdzie można zamówić koszulki z własnymi nadrukami odkryłem... że nie tylko koszulki! Jest tam kategoria Dla dzieci & bobasów, a w niej: małe koszulki, body, śliniaki, bluzy i chustki na głowę. Wszystko w niemowlęcych rozmiarach!

Jako motto projekt, który mnie wprost powalił:

  

A tu kilka innych ciekawych spośród kilkuset dostępnych wzorów:

Choć nie jest tam najtaniej, z całą pewnością coś kupię w najbliższej przyszłości dla Kacpra :-)

czwartek, 23 kwietnia 2009

Nasi przyjaciele uraczyli nas zdjęciami z momentów, gdy wspólnie się spotykaliśmy. Kamila i Marek wrzucili kilka fotek z naszych marcowych odwiedzin u nich, a Iwona reporterskim okiem rejestrowała chrzciny małego Cezarego i jego gości.

Wyszły z tego interesujące historie i doskonałe zdjęcia. Czasem aparat to niepotrzebna konkurencja dla rozmów z nimi, ale czasem pozwala też na dłużej zapamiętać te spotkania.

Odsyłam do zaprzyjaźnionych albumów:

Odwiedziny w Poznaniu
by Kamila i Marek

 

Chrzest Cezarego
by Iwona

   

Iwonko, Kami, Marku - dziękujemy :-)

czwartek, 16 kwietnia 2009

Poznaliśmy się 10 lat temu. Kocham się w niej od tego momentu, choć dzieliły nas jeszcze różne perypetie i związki. Od 7 lat jesteśmy razem i podróżujemy wspólnie przez codzienność. Dokładnie 4 lata temu powiedziała mi przed ludźmi i Bogiem: "Na zawsze", a ja przyrzekłem jej to samo. Tysiące kilometrów przebytych razem. Pocałunków nie liczę. Miliony.

Moja miłość - w życiu najważniejsza. Najbliższa, choć nie zawsze należycie doceniana. Cudowna towarzyszka codzienności, kobieta moich marzeń... 

Kocham cię, Dorotko.

Na naszej pustyni
przesypujemy piasek życia przez palce
Przytulasz mnie
abyśmy wymieszali się między sobą
a wiatr usypie z nas wydmę
i kolejną
Całujesz jakby szukając źródła
wśród gorąca i suszy
Dotykasz i drżę
jak gorące powietrze
Karawana moich palców
wędruje po twojej skórze

wtorek, 07 kwietnia 2009

Po raz kolejny Teatr ITP, z którym kiedyś graliśmy pojawi się w Warszawie. Po raz trzeci w swojej historii zagra w teatrze Roma, tym razem "Peer Gynta" - komedię muzyczną luźno opartą na motywach dramatu Ibsena.

Peer Gynt

ITP zostało zaproszone przez organizatorów Warszawskiego Laboratorium Wiary. Spektakl będzie jednym z punktów tego spotkania: 18 kwietnia (sobota), godz. 12.00-15.00, Teatr Roma.

Darmowe zaproszenia są do odebrania w Księgarni na Miodowej 17/19 w Punkcie Informacyjnym w godz. 9.00-18.00 (w soboty w godz. 9.00-15.00).

A tu kilka zdjęć, które pokazują specyficzny klimat przedstawienia. Wodewilowe tricki, balansowanie na granicy kiczu i lekka forma to sposób na dotarcie do młodzieży z przekazem niebanalnym. Nie trzeba być jednak nastolatkiem, by dobrze bawić się na tym spektaklu i poddać się jego muzycznym klimatom.

Siłą rzeczy zapraszam przede wszystkim warszawiaków :-)
 

sobota, 04 kwietnia 2009

Wróciliśmy z kolejnej podróży - tym razem na zachód. Wreszcie mieliśmy czas, aby zatrzymać się w Lucieniu u cioci Ali, która prowadzi z wujkiem Jankiem i Elizą restaurację "Pokusa". Następny dzień: kierunek Poznań. W Poznaniu udało nam się spełnić obietnicę odwiedzenia Magdy i Michała Rausów. Ich przeurocze córki pojawiają się na poniższych zdjęciach w naszej galerii. Ugościli nas i przenocowali Kamila i Marek. Kacper obejrzał z Markiem swoją pierwszą relację z Grand Prix Formuły 1 :-) Wreszcie zawitaliśmy też w Ząbkowicach. Cała moja rodzinka tęskni za widokiem Kacpra, z racji odległości widzimy się zaledwie 3-4 razy do roku. W moim rodzinnym mieście spotkaliśmy się z dawno nie widzianymi znajomymi i pospacerowaliśmy. Zdjęcia z całego wyjazdu: poniżej.

Urlop III/IV 2009

Ja tymczasem ostatecznie pożegnałem się z moją dotychczasową agencją MRM Worldwide i od poniedziałku zaczynam pracę w Saatchi&Saatchi. Ta sama branża, ale będę mógł poszerzyć kompetencje o strategie ATL/BTL. Ciąży mi dotychczasowe ograniczanie się do medium i narzędzi, a nie o to chodzi w budowaniu strategii marek. Kto rozumie, ten wie o co mi chodzi. Nie martwcie się, jeśli brzmi to dla was jak branżowy bełkot. Przyzwyczaiłem się już, że nawet moja Mama nie pojmuje, na czym polega moja praca :-)

Cieszę się ze zmiany. Na szczęście trzymam kontakt z ludźmi z poprzedniej agencji, więc to co najcenniejsze nie zginie. Nieważny awans i lepsze warunki (choć nie odmówiłbym sobie pochwalenia się tym ;-). Istotne są nowe doświadczenia, powiew świeżości i większe wyzwania. Uwielbiam to. Barack Obama miał słuszną intuicję: chcemy zmian. Zmiana to szansa na lepsze. Moje wiosenne życzenie dla was: zmieńcie coś :-)

piątek, 27 marca 2009

Wykorzystując mój urlop wybraliśmy się do Lublina, na stare studenckie śmieci. Bardziej niż wspomnienia interesowało nas odwiedzenie długo niewidzianych znajomych. Ilość i klimat tych spotkań zaskoczyły nas mile.

Odwiedziliśmy Ulę i Marcina, poznaliśmy ich konkursowego wilczura Guinessa. Dla Kacpra była to okazja oswojenia się z bliska z psem. Eksperyment się powiódł, synek świetnie się bawił z dwa razy większym od niego "zwierzątkiem". Tylko trudno go uczyć, że psy robią "hau, hau", skoro właśnie wcale tak nie robią... Dobrze, ze są jeszcze podwórzowe wilczury u teściów - te pokazują Kacprowi, jak brzmi szczekanie aż nadto często ;-)

Byliśmy niespodzianką wieczoru, gdy do Uli i Marcina wpadła Gosia "Dżazwik". Jak to dobrze nareszcie się spotkać. Ta kobieta potrafi podbudować swoją energią i uśmiechem. W ogóle ten dzień u "Wonsów" był magiczny. Stanowczo za rzadko się widzimy. I za rzadko mamy okazję posłuchać świetnego głosu Uli. Obiecała podesłać próbki ze swojej demo-płyty, które - jeszcze gorące - słuchaliśmy u niej. Zgodziła się na publikację, więc spodziewajcie się ich niedługo na tym blogu. Jest czego posłuchać. Najlepiej z zamkniętymi oczami.

Wpadliśmy do Dominiki i "jej chłopaków". Dominika prowadzi zaprzyjaźnionego bloga, którego polecam poczytać, a i trochę przepisów się u niej znajdzie. Wreszcie mogliśmy poznać Janusza (internetowe odkrycie Domy, które zakończyło się małżeństwem :-) oraz samego Ignacego. Ignacy z Kacprem bawili się nadzwyczaj zgodnie, bo po prostu nie wchodzili sobie w drogę. Mądre chłopaki.

Resztę weekendu spędziliśmy u Oniszczuków: Natalii, Radka i Anastazji. To kolejni przyjaciele, którzy pewnie nawet nie zdają sobie sprawy z dobrego wpływu, jaki roztaczają wokół siebie. Nastka przypomniała sobie Kacpra, którego zna już od jego stanu prenatalnego. Swego czasu, gdy Dorotka była w ciąży, Nastka podeszła i przypatrywała się jej brzuchowi. Gdy powiedziano jej, że w środku jest dzidziuś, zapytała: "A długo jeszcze będzie tam siedział?" :-)

U Radków pysznie jedliśmy (moje pierwsze zjadliwe owoce morza - brawo Radek!) i równie dobrze się bawiliśmy. Ilość zabawek Nastki oszołomiła i zachwyciła Kacpra, ale i tak ciągle próbował manipulować też sprzętem audio-video (skubany, sam sobie włącza telewizję...) i nie darował gitarze. Na tym instrumencie często brzdąka w domu, gdy otwieram futerał, więc nie miał problemu z rozpoznaniem, co można zrobić z gitarą Radka.

Spotkaliśmy się wreszcie z Lachem, czyli księdzem Mariuszem. Nie byłby sobą, gdyby nie opowiedział nam wszystkiego o aktualnych perypetiach Teatru ITP, w którym kiedyś razem graliśmy. Niedługo kolejny musical teatru: "Prorock". Po opowiedzianym przez Lacha scenariuszu i świetnej muzyce sądzę, że zapowiada się prawdziwy hit. Nie mogę się doczekać.

Na odjezdne wybraliśmy się jeszcze na mszę do kościoła na Sławinku, gdzie prawie 4 lata temu braliśmy ślub. I spotkaliśmy Gosię Rzymowską i ks. Piotrka Bełczowskiego, który jako kspiotrsac czasami wpisuje się u nas w komentarzach.

Po całym wyjeździe zostały zdjęcia. Mało, niestety nie wszystkich udało się obfotografować. Ale woleliśmy raczej skorzystać odpowiednio z tego czasu: zamiast latać z aparatem, rozmawialiśmy. Kto się załapał, zobaczcie sami.

Lubelskie fotki

 

P.S. Powyższą notkę napisałem i opublikowałem 18 marca w nocy. Doszło wtedy do awarii platformy blox. W celu przywrócenia jej działania wykorzystano backup sprzed czasu, gdy pisałem tę notkę. Zniknął mój wpis i komentarze w prawej kolumnie. Notkę przywracam, bo udało mi się ją odzyskać (chwała Google!). Komentarze będą musiały wypełniać się sukcesywnie...

środa, 11 marca 2009

Spokojnie, nie zamierzam poruszać szczegółów anatomicznych ;-) Naszło mnie kilka myśli, gdy oglądałem dziś w TV relacje dotyczące Dnia Mężczyzn (ktoś pamiętał, że taki jest?).
Dzisiejszy mężczyzna jaki jest, każdy widzi. Staramy się sprostać oczekiwaniom, by być niezwykłymi superfacetami. Czasem nam nawet wychodzi, ale czasem w głębi duszy wzbiera frustracja i testosteron.

W jednej z relacji pokazano następującą kolejność:
1. Sonda uliczna skierowana do kobiet: czyje jest dzisiaj święto? Prawie żadna nie wiedziała. Ja sam dowiedziałem się z telewizji.
2. Zdjęcia z Manify organizowanej przez feministki 8 marca, wypowiedzi organizatorek, domagających się równouprawnienia z mężczyznami, czyli - jak to wynikało z ich oceny - płcią pod każdym względem gorszą.
3. Dzisiejsze zdjęcia z ulic i sklepów: mężczyzna z wózkiem na spacerze, facet z dziećmi w hipermarkecie objuczony zakupami, ojciec opowiadający, że po powrocie z pracy "chwilę odsapnie i bierze się do gotowania obiadu".
Wreszcie konkluzja: dzisiejsi faceci nie są przykładem stereotypowego Kiepskiego z gazetą i piwem przed telewizorem.

Mężczyźni: jacy są naprawdę? Pewnie i tacy i tacy, ale do stereotypów przestali dawno pasować.

W mojej firmie jest więcej kobiet niż facetów. Niby nic dziwnego, ale gdy spojrzeć na hierarchię, okaże się, że także większość kierowniczych stanowisk stanowią w mojej agencji kobiety. Nawiasem mówiąc, bardzo kompetentne dziewczyny, które większość z nas na głowę biją.

Od jakiegoś czasu obserwuję rosnącą grupę mężczyzn, którzy robią rzeczy niezwyczajne: noszą niemowlaki w chustach, biegają z zakupami, odbierają dzieci z przedszkola, czytają książki, są religijni i empatyczni. Słowem: superfaceci.

Ja sam usłyszałem ostatnio, że koleżanki mojej żony (sic!) dyskutują z Dorotką, że jej mąż jest taaaki faaaajny. No, ba. Grunt to dobry PR. Czy Dorotka podziela ich pogląd, to już inna kwestia ;-) Szczerze przyznam, że poza pisaniem wierszy i śpiewaniem przy gitarze mam jeszcze parę takich rzeczy w zanadrzu. Więc w czym problem? W tym, że zbyt miło się zrobiło.

Panowie, oczekiwania są wygórowane!

Musimy dziś: nie oglądać się za kobietami, znać się na samochodach, lecz nie jeździć własnym zbyt szybko, pracować krótko, za to dużo zarabiać, naprawiać usterki w domu, czytać instrukcje i zbijać meble z Ikei, robić większe zakupy, nie wydając dużo pieniędzy, rozliczać PITy, kupować spodnie częściej niż raz na rok i to osobiście!

Możemy (i de facto to robimy): uczestniczyć w porodach, gotować (ale ciągle nie tak przyprawione, jak byśmy chcieli), sprzątać, kąpać dzieci, karmić butelką, przewijać, słuchać muzyki, byle dobrej i nie głośno, zabierać dzieci na spacery, oby ciepło ubrane, znać się na kolorach zasłon, być czuli w łóżku, wstawać rano po świeże bułki, chodzić do kina na ambitne filmy. Każdy wybiera dla siebie to, co mu pasuje. Ale to też składa się na nasz wizerunek i lepiej robić większość tych rzeczy, żeby nie być postrzeganym jako "typowy facet".

A czego chcemy?
Chodzić na imprezy ze znajomymi z pracy, grać w gry komputerowe po nocach, jeździć szybko samochodem, oglądać głupie filmy sensacyjne i mordobicia, zaczynać uprawiać dowolny sport od kupna wypasionego sprzętu, mówić co myślimy (np.: "rzeczywiście wyglądasz w tym grubo"), wychodzić z dzieckiem bez czapki, robić większość rzeczy "na jutro", odpoczywać bezczynnie, urządzać mieszkanie w oszczędnym designie, kupować super zdalnie sterowane zabawki - dla syna oczywiście, olewać konwenanse.

Moja męskość...
I znów bez anatomii, za to o cechach integralnych.
Jestem facetem, więc klnę często na czym świat stoi. Cyniczny też jestem i czasem oschły. Bo chwilami nie chce mi się być miłym i wtedy nie jestem po prostu. Muszę czasem odpocząć. Nie chce mi się, więc nic nie robię. A gdy nic nie robię, zasypiam. Także w kościele :-) Egzaltacja mnie nie bierze. Za to pokłady ironii posiadam nieodkryte.
Lubię stawiać na swoim. Bo tak. Nie wierzę w choroby. W lekarzy też nie. Samochodami się nie rajcuję, ale jeżdżę szybo i dynamicznie. Dopóki przepisy są głupie, mam je w głębokim poważaniu.
Synowi pozwolę na rzeczy, na które nie pozwoli mu mama. I zabawki kupuję mu pod siebie. Bo on to przecież taki mały ja, no nie? Więc wiem, co lubi.
Mówię, co myślę. Także, gdy jest to negatywna opinia o kimś. Prawda, nawet najgorsza, jest lepsza niż przemilczenie.
Zapominam. O wszystkim: urodzinach, rocznicach i obietnicach.
Kłócę się z bliskimi. Im bliżsi, tym częściej i bardziej. I chcę mieć zawsze rację.

Jestem facetem i dobrze mi z tym, niezależnie od wizerunku, jakiego oczekujecie po mężczyźnie. Nie będę nigdy przemiłym synem i zięciem. Nie będę nigdy przykładnym ojcem ani księciem z bajki. Co jakiś czas powiem coś miłego. Co jakiś czas niespodziewanie pomogę. Zaśpiewam lub wiersz napiszę. Zrobię romantyczną kolację. Dzieckiem się zajmę. Co jakiś czas pomyślisz, że jestem jednym z tych superfacetów. Tylko przez chwilę, bo ileż można?

Nie chce mi się więcej gadać. Więc kończę. Bo prawdziwego faceta można poznać po tym, jak kończy.

poniedziałek, 02 marca 2009

Zazwyczaj nie plączę tu spraw zawodowych, umieszczam je na moim reklamowym blogu. Tym razem jednak myślę, że to docenicie. Film został zrealizowany dla marki Schweppes i jest częścią większej akcji reklamowej.

Jeśli wytrzymacie te 10 min, stwierdzicie, że w internecie - poza mnóstwem śmieci - są również bardzo dobre filmy, przy których warto się chwilę zatrzymać. Nawet reklamowe. Przedstawiam "Signs" (Znaki). Optymistyczna i bardzo na czasie historia.

00:37, seboumi , Praca
Link Komentarze (2) »
niedziela, 01 marca 2009
niedziela, 22 lutego 2009

W ciągu ostatnich dwóch tygodni udało nam się zobaczyć z Surmami (Beniu, dzięki za niespodziewany obiad!), Krawczykami (wreszcie! - obiad był zapowiedziany ;-) i Justyną (przywiozła ciasto, misia i swoją osobę :-).

Nie chcę tu pisać o konsumpcji, choć ta - co właśnie zauważyłem - zdominowała powyższy opis wszystkich tych spotkań. Najważniejsze, że możemy razem porozmawiać, pośmiać się, posłuchać muzyki, planować wspólne wypady lub urlopy.

Świat jest piękniejszy, gdy oglądasz go z przyjaciółmi, prawda?

poniedziałek, 16 lutego 2009

O nie, tego już za wiele! Czy jest ktoś, kto NIE ZAUWAŻYŁ tego biało-pomarańczowego boksu po prawej stronie? Nie pochodzi ode mnie - to odgórna inicjatywa platformy blox.pl, na której piszę tego bloga. Bez uprzedzenia wprowadzili własny autopromocyjny element, który tak upiększa nasz czarny layout.

belka promocyjna Blox

Co ja na to? Otóż uciekam się do obywatelskiego szantażu. Jeśli właściciele nie zrezygnują z tak znacznej ingerencji, przeniosę bloga gdzie indziej. Z całą pewnością nie jestem jedynym blogerem, który tak zrobi, więc apeluję do właścicieli platformy Blox o chwilę zastanowienia. Rachunek zysków i strat może się szybko odwrócić i coś, co miało zachęcić większą liczbę użytkowników do korzystania z Bloxa, rozczaruje nowych i zniechęci dotychczasowych.

A wystarczyłoby zachęcić blogerów, zamiast im to narzucać. Jakiś program partnerski, promowanie blogów, które chcą promować całą platformę - proste, a jednocześnie dużo bardziej efektywne. W innym wypadku ja i mi podobni przeniesiemy się na platformy blogowe, które nie każą nam godzić naszej estetyki z tak nachalną (co z tego, że zwijaną) reklamą.

Będę czekał na odpowiedź administratorów i dam wam znać o efektach.

11.19
O, efekty są :-) Belka uległa zwinięciu. Administratorzy zobaczyli chyba całą listę komentarzy, która pojawiła się w ciągu raptem godziny.

Pojawiły się też od razu wpisy na blogach, podobne do mojego. Zacytuję jeden z nich: Blox wprowadza dyktaturę! Czyż internet nie jest wspaniały? Czuję, że nie jestem sam.

23.30
Belka zniknęła zupełnie z mojego bloga. Nie musiałem nawet grzebać w CSSie i wykonywać instrukcji, którą podsunął eskey. Dziękuję, o wielcy.

Administratorzy dyskutują obecnie z blogerami, przedstawiają harmonogram kolejnych prac. Teraz dopiero możemy powiedzieć, że jest to słuszna kolejność. Na mój gust, Blox wybrnął z sytuacji, wyciągnął wnioski i de facto przyznał blogerom słuszność: mieli na co się oburzać, pomimo dobrych chęci administratorów. Chwała tym, którzy potrafią uznać cudze racje. A ja nie muszę się przeprowadzać :-)

Kacper wyzdrowiał tydzień temu. A dziś w nocy zaczęły męczyć go znowu chorobowe objawy. Kaszle tak, jakby miał sobie płuca wypluć. Płacze z powodu zatkanego katarem nosa. Budzi się w nocy co pół godziny. Aż żal go takiego widzieć. Zdrowia synku, dużo zdrowia. A jutro z rana koniecznie do lekarza...

sobota, 14 lutego 2009

Tej pani trzeba posłuchać. Jej głos przypomina krajobraz jej rodzinnej Australii: suchy, gorący, drżący. Gdy usłyszałem jedną piosenkę w radiu, zacząłem jej szukać. Nie ja jeden. Wiele osób twierdziło, że Sia Furler spowodowała, iż ciarki chodziły im po kręgosłupie. Wystarczające polecenie?

 "Soon We'll Be Found" live

"Breath Me" (acoustic)
Kupiłem właśnie zewnętrzny dysk twardy o pojemności 1TB (1000 giga!), pendrive i kartę do telefonu - każde po 8GB pamięci. Zakupy dość konieczne i wcale nie drogie. Po swojej radości wnioskuję jedno: jestem gadżeciarzem. I dobrze mi z tym :-)
czwartek, 12 lutego 2009

Synek pożegnał mnie dziś rano nie tylko machaniem rączki, ale też całkiem wyraźnymi słowami: "Pa, pa, pa". Przez cały dzień był wg Dorotki anielsko spokojny. Gdy wróciłem, nie szalał jak zwykle i nie cieszył się na mój widok. Poważnie na mnie popatrzył i zajął się swoimi sprawami. Okazało się, że ma swoje sprawy.

Podobno w dzień Kacper wrzucił woreczek z brudną pieluszką do kosza. Dobrze, że Dorotka w porę to odkryła, bo nie był to kosz na śmieci, tylko... na pościel :-) Próby sprzątania nie były jedynym specyficznym przejawem dzisiejszego dnia. Synek cały wieczór przemieszczał się po mieszkaniu, bawił się czymś, układał zabawki. Potem "szedł" do kuchni zająć się wyciąganiem słoików z kosza, wracał poczytać swoje książki. Następnie obowiązkowe odwiedzenie komputera (czy aby poczta nie przyszła?) i krótkie sprawdzenie, czy u nas - siedzących na kanapie - wszystko w porządku.

Przy tym wszystkim zupełnie nie narzekał, jak zwykle robi to wieczorami. Poważny, spokojny chłopiec. Rozebrany do kąpieli popędził na czworaczkach do łazienki i stanął goły przy wannie, czekając, aż go do niej włożę.

Dorastasz, synku. Tylko nie poważniej zbyt szybko, bo jeszcze tyle zabawy przed nami ;-)

wtorek, 10 lutego 2009

To pierwszy z poradników, które czasem będę tu zamieszczał. Skoro już pracuję w tej branży, muszę ją trochę "odmitologizować". Zaczynam trochę od końca, ale trudno. Poniżej opisywane narzędzie nie jest żadnym wypasem. W mojej branży to tylko zabawka. Może was jednak zainteresować.

Niektórzy patrzą na mnie jak na magika, bo prowadzę bloga, mam założone galerie zdjęć i konta w serwisach z filmami. Muszę was rozczarować: teraz wszyscy to robią! Większość serwisów, które dziś znacie nie jest tworzona przez tajemniczych Administratorów. Mamy epokę tzw. "Web 2.0" czyli współuczestnictwa zwykłych użytkowników w tworzeniu treści.

Wcale nie jest tak, że nagle wszyscy nauczyli się programować. Po prostu dostali odpowiednie narzędzia np. do pisania blogów, publikowania zdjęć i filmów, a nawet tworzenia serwisów społecznościowych! Nie wszyscy wiedzą, co to jest serwis społecznościowy? Już tłumaczę. To taki serwis, który tworzy wokół siebie grupę użytkowników (czyli społeczność właśnie) i na niej się opiera. Najprostszy przykład: Nasza Klasa. Bez użytkowników ten serwis by upadł, nie miałby sensu. To zwykli ludzie dostali w nim proste możliwości pokazania się i interakcji. Bo społeczność musi się ze sobą kontaktować, np. za pomocą własnych profili, komentarzy, galerii zdjęć, tablic ogłoszeń itd.

Ty też możesz stworzyć własny mini-serwis społecznościowy. Taką możliwość stworzyli twórcy platformy www.socjum.pl , która pozwoli ci szybko i łatwo założyć coś podobnego jak www.uminscy1.socjum.pl. Stworzyłem tę stronę w minutę, a wypełniłem przykładowymi treściami w niecałą godzinę. Krok po kroku pozwolono mi wybrać, czy w serwisie ma znajdować się blog, galeria, filmy, muzyka, forum dyskusyjne, tablica ogłoszeń itd.  Możliwości jest akurat tyle, ile potrzeba. Nie przytłaczają, ale wystarczą komuś, kto jeszcze przed chwilą uważał, że to szalenie skomplikowane i nigdy się tego nie nauczy. Możesz założyć serwis ze społecznością znajomych, hobbystów, ludzi z klasy. Wtedy wystarczy ich tylko zaprosić :-)

I teraz najlepsze: twoja społeczność nie musi być bierna! Twój serwis społecznościowy nie będzie zwykłą stroną, którą tylko ty zarządzasz. Twoi znajomi na równi z tobą (jeśli im nie zabronisz tej możliwości) będą wrzucać teksty na bloga, ogłoszenia, zdjęcia, dyskutować na forum. Zobacz jak na żywo funkcjonuje to już np. TUTAJ lub TUTAJ.

Domyślnie tworzona przez ciebie strona będzie miała adres: www.cośtam.socjum.pl. Jeśli jednak masz własną - dowolną - domenę, możesz ją dołączyć i wtedy promować swój serwis adresem o przykładowej postaci: www.twojadomena.pl. O wyborze i rejestrowaniu domen napiszę następnym razem.

Mam nadzieję, że nie przynudzam. Jeśli macie jakieś pytania, śmiało. Wszyscy wiedzą, jak lubię się mądrzyć, więc na pewno odpowiem ;-)

niedziela, 08 lutego 2009

Puenta dzisiejszego kazania u Dominikanów na Freta:

"Bóg musi być dobry. Wiemy to, skoro mocą Jezusa Chrystusa uzdrowił nawet teściową św. Piotra."

Amen. Mojej teściowej zdrowia życzę :-)

piątek, 06 lutego 2009

Teatr ITP, z którego się wywodzimy, ponownie zagra w Warszawie i to dwukrotnie. Najbliższy spektakl "Opowieści papieskie" już w tę niedzielę. Z kolei "Peer Gynt" to kolejna okazja zobaczenia ich w kwietniu na deskach teatru Roma.

"Opowieści papieskie" - to historia poszukiwania śladów Wszechmocnego na ziemi. 3 aniołów (z ikony Rublowa) kroczy śladami wyznaczonymi przez Poetę. Wraz z nimi spotykamy rozterki Hioba, poznajemy duszę słowiańską, miłość dwojga ludzi - aby wreszcie móc razem zaśpiewać: "Tyś dał, Tyś wziął, Twoja jest wola i Twoja jest moc".

Mariusz Lach - reżyser wśród księży i książę wśród reżyserów ;-) - tak opowiada o genezie spektalu:
Kilka miesięcy temu, będąc na przeglądzie teatralnym poświęconym twórczości Karola Wojtyły, byłem bardzo zażenowany niskim poziomem spektakli i patetycznością wykonywania tekstów papieskich. To co tam zobaczyłem z pewnością nikogo nie zbliży ani do teatru, ani do sięgnięcia po teksty Ojca Świętego. Łatwo jednak krytykować - więc postanowiliśmy sami spróbować sił na tym niełatwym przecież polu.

Spektakl  w najbliższą niedzielę - 8 II o godz. 19.30 w Bazylice NSJ na Pradze, ul. Kawęczyńska 53.
Wstęp wolny.

Poniżej mały przedsmak (choć nie jest to moja ulubiona stylistyka muzyczna):

czwartek, 05 lutego 2009

Tytuł trochę prowokacyjny, więc od razu tłumaczę: nie imprezujemy, choć jest karnawał, jednak na brak wrażeń narzekać nie możemy. Każdego dnia wydarzają się przygody, za którymi trudno nadążyć. Ale po kolei.

Dorotka z Kacprem całe 3 tygodnie przesiedzieli w domu. Choroba nie za ostra, za to długotrwała, trzyma Kacpra do teraz. Ciągle pokasłuje, ale przynajmniej spać już może, bo go katar nie zatyka. Lekarskie wskazania, aby nie wychodzić z nim nigdzie dotknęły zwłaszcza Dorotkę, dla której brak słońca i świeżego powietrza to prawdziwa tragedia. Moja mężna (sic!) żona wytrzymała to dzielnie, korzystając co jakiś czas z mojej rzadkiej obecności, która pozwalała jej na krótkie wypady do sklepu lub apteki.

Tymczasem Kacper zaczął upodabniać się do stopnia rozwoju naszych praprzodków i niczym Homo Erectus preferuje już tylko pozycję wyprostowaną. Mam nadzieję, że na staniu na dwóch nogach się nie skończy. Jego próby artykułowania dźwięków świadczą, że ma poważne zadatki na Homo Sapiens.

Stanie przy meblach oznacza również dostęp do ich zawartości, więc komunikat "Nie wolno" zaczął być przez nas często (i bezskutecznie) używany. Póki nie zostanie on zrozumiany i przestrzegany przez naszego syna, musimy uciekać się do rozmaitych forteli: kable zasłaniamy wózkiem, komputer - krzesłem, stolik stawiamy na kanapie, a drobne przedmioty upychamy gdzie się da, poza zasięgiem Kacpra. Musimy również pilnować, żeby jego kaskaderskie próby nie skończyły się poważnymi urazami, bo wydaje się być pozbawiony samozachowawczych odruchów. Naprawdę jestem spokojniejszy od kiedy nauczył się spadać na pupę, bo wcześniej preferował upadki na tzw. "deskę", gdzie kontakt głowy z podłogą był częsty i niebezpieczny - nawet w moim odczuciu: ojca, który choroby, upadki i przeciwności uważa za niezbędne i hartujące...

Spokojne kąpiele w wannie przerodziły się w sport wyczynowy. Jeśli przypomnieć, że nawet dorosłym jest trudno ustać w wannie, wyobraźcie sobie Kacpra, który absolutnie nie chce już w niej siedzieć. Kąpiel na stojąco byłaby może OK, ale po pierwsze nie mamy kabiny prysznicowej, a po drugie wymaga ode mnie ciągłej uwagi i podtrzymywania syna, żeby nie rozbił głowy o wannę, albo się w niej nie utopił.

Pierwsze postrzyżyny już za nami! Kacper nie wygląda już uroczo (zdanie mamy) lub gogusiowato czy jak czeski piłkarz (zdanie taty). Wygląda... inaczej. Nożyczek się nie bał, ale spokojnym pacjentem również nie był. W następnej kolejności zacznie się golić i chodzić na dziewczyny, czego życzy mu tata, a mama puka się w czoło.

Dorotka chwilowo musiała zawiesić swoją obecność w coraz bardziej znanym Klubie Mam z Bemowa. Dziennikarską relację o klubie - tym razem w programie "Kawa czy herbata" - mogła obejrzeć tylko w telewizji. Swoją drogą, zastanawiam się, kiedy te matki zaczną tam wypoczywać, bo mam wrażenie, że na razie ciągle nie dają im spokoju media i komercyjne propozycje.

Ja w najbliższym czasie odbieram zaległe urlopy, więc może wreszcie gdzieś się wybierzemy. Chwilowo wiele spotkań ze znajomymi nie odbywa się z powodu chorób - naszych lub dotykających wspomnianych znajomych. Wszystkim życzymy więc zdrowia i karnawałowej aktywności.

Na koniec kilka ostatnich zdjęć, bo ciągle ktoś o nie pyta. Co jest bardzo miłe :-) Pamiętajcie, że na bieżąco pojawiają się w naszej galerii. Link do niej stale znajduje się na tym blogu po prawej stronie pod nic nie mówiącym hasłem: Nasze zdjęcia i filmy :-)

Luty 2009
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12

Na bieżąco

Najnowsze zdjęcia

Najnowsze video

Warto posłuchać


Gotye "Somebody that I used to know"


Sarah Blasko "No turning back"


Charlie Winston "I love your smile"


Pomplamoose "September"


Sia "Soon we'll be found"


Skopiuj CSS