Dorota Umińska, Sebastian Umiński. I mały Kacper, i jeszcze mniejszy Leo. Na tym blogu znajdziesz to, czym żyjemy: naszą pracę, nasze podróże, muzykę, której słuchamy, ulubione książki i filmy... Dzielimy się wszystkim, co nas cieszy i fascynuje. Opisujemy ciekawe wydarzenia w Warszawie. I jak zwykle: zapraszamy do nas na kawę.
sobota, 19 września 2009

Dziś Dorotka rozbroiła mnie. Przypomniała mi, jak jest piękna, po prostu przebierając się w nowe ciuchy. Nie muszę tu smęcić o pięknie duszy. Doceniam estetyczne piękno, nie tylko gdy jestem zakochany i nie tylko u własnej żony. Ale co poradzić, że to właśnie ona tak bardzo mi się podoba? I widocznie raczej nie przestanie :-)

W tym roku Kuba Badach wydał płytę "Obecny. Tribute to Andrzej Zaucha" z nowymi wykonaniami piosenek Zauchy. Słyszalna fascynacja twórczością Zauchy połączona z głosem Kuby i nowymi aranżacjami to niesamowita mieszanka.

Kawałek "Myśmy byli sobie pisani". Koniecznie.

Polecam inne piosenki z tej płyty do posłuchania tu.

A skoro jesteśmy przy Kubie Badachu, którego karierę muzyczną konsekwentnie śledzimy, dla przypomnienia jego najwcześniejsze dostępne nagranie z 1989 roku (słuchać od minuty 7.30, chyba, że chcecie przypomnieć sobie ówczesną festiwalową siermięgę :-). Umiejętności wokalne 12-letniego wtedy Kuby - absolutnie genialne:

 

piątek, 18 września 2009

Jeśli ktoś ma 2 łazienki w mieszkaniu, to może jedną przeznaczyć dla dziecka. Pod tym linkiem znajdziecie kilka świetnych projektów. Chociaż telewizor w jednej z projektowanych łazienek to już chyba przesada...

http://www.home-designing.com/2009/05/kids-bathroom-decor-ideas

wtorek, 15 września 2009
To nie żart, a żartobliwa kampania proekologiczna przeciw zużywaniu nadmiernej ilości wody.
 
Za stroną sikaj.pl: Jak podaje brazylijska organizacja SOS Mata Atlântica, każde pojedyncze spłukanie toalety pochłania nawet 12 litrów pitnej wody. W wielu rejonach świata woda pitna jest na wagę życia. Sikając codziennie rano pod prysznicem oszczędzasz 4 380 litrów wody pitnej rocznie :-)
 
Spot promujący akcję "Sikaj pod prysznicem":

 
A skoro przy temacie prysznica jesteśmy, małe porównanie, co robią kobiety, a co faceci pod prysznicem:

Skandynawowie mają trochę inne poczucie humoru. Nie mogłem się powstrzymać, bo to naprawdę śmieszne :-) Nagranie pochodzi ze szwedzkiej edycji "Mam talent".

poniedziałek, 14 września 2009

Czekam na to od miesięcy. Premiera światowa odbyła się 9.09.09 :-) Świetna animacja u tego reżysera nie jest zaskoczeniem. Ale scenariusz i klimat tym razem naprawdę powala.

Zobaczcie trailer. Ktoś się wybiera do kina? Ja koniecznie.

10:24, seboumi , Filmy
Link Komentarze (3) »
piątek, 11 września 2009

W mojej pracy ludzie robią i przesyłają sobie takie rzeczy. Filmik mówi o deadlinie wiszącym nad głową tego faceta. Wszystko robione techniką animacji poklatkowej:

Tą techniką robi się też reklamy :-)  

A to z innej beczki, ale też z karteczkami post-it:

niedziela, 23 sierpnia 2009

Od roku śledzę czytniki e-booków. Coś, co niegdyś było tylko gadżetem, po zastosowaniu technologii e-ink (nie miga, nie męczy oczu, znacząco oszczędza energię) może być już prawdziwą alternatywą dla zwykłych książek, nawet dla mola książkowego. Co z tego, skoro ceny nie spadają? A ja jestem uzależniony od czytania!

Jestem w stanie wydać kilkaset złotych na czytnik e-booków. Zwróci się dość szybko, bo pozwoli przeczytać wiele książek, na które normalnie mnie nie stać. Jednak właściwie nie da się w Polsce kupić czytnika poniżej 1000 PLN! Ceny innych sprzętów (komórki, netbooki) spadają błyskawicznie. Za to konkretny czytnik nawet po 2 latach potrafi kosztować tyle samo. Na rynku wtórnym prawie ich nie ma, bo zapotrzebowanie przewyższa podaż.

Posiadanych e-booków nie jestem w stanie czytać na komputerze - oczy męczą się za bardzo. Raz na miesiąc kupujemy jakąś normalną książkę lub pożyczamy kilka od znajomych. Skończyło się już miejsce na regałach, mieszkanie jest niewielkie. Znajomych też tak często nie odwiedzamy... Frustruję się za każdym razem, gdy akurat nie mam nic do czytania.

Pamiętam ten moment z mojego dzieciństwa, gdy w pewne ferie zimowe pierwszy raz przeczytałem całą książkę w jeden dzień. Wtedy zajęło mi to 10 godzin. Teraz czytam dużo szybciej. Gdy się rozkręcę - i mam czas lub książkę tak ciekawą, że warto dla niej zarwać noc - potrafię przeczytać jednorazowo 600 stron. Czasem zdarza mi się skończyć 3 książki w ciągu tygodnia. Zazwyczaj czuję się jednak jak narkoman na głodzie, gdy przez tydzień nie mam nic do czytania.

Chyba muszę zacząć dużo więcej zarabiać, bo na zmiany na rynku czytników e-booków w najbliższym czasie nie ma co liczyć...

P.S. Ponieważ kochana zuzkabul wrzuciła w komentarzach długie linki, które rozsypały layout, przeklejam je poniżej tej notki:

zuzkabul  2009/09/08 16:03:53 
jeszcze taki..
www.johnlewis.com/Technology/eBook+Readers/eBook+Readers/
eBook+Readers/8957/ProductCategory.aspx

zuzkabul  2009/09/08 15:52:32 
a moze cos takiego?
www.play.com/Electronics/Electronics/-/2168/1435/3-/
RegionHome.html?searchtype=genre

znaczy sie mozna znalesc cos w mniejszych cenach. a przesylke zawsze da sie jakos zalatwic.

czwartek, 20 sierpnia 2009

Dziś rano musieliśmy odciążyć mamę, która kończyła projekt, więc pojechaliśmy do agencji razem. Kacper tym razem pomachał na "do widzenia" mamie, a nie tacie i dzielnie rozpoczął swój pierwszy dzień na dorobku.

Po przedstawieniu zespołowi agencji nowego stażysty (kryzys jest i rekrutujemy coraz młodszych ;-) nagle okazało się, że moi koledzy i koleżanki mają pochowane w biurkach mnóstwo zabawek, którymi obdarowali Kacpra. Wygląda na to, że po kryjomu bawią się nimi, gdy nikt nie widzi.

Synek był grzeczny i nawet pozwolił mi napisać kilka maili. Poza tym zwiedzaliśmy firmę i przeszkadzaliśmy innym w pracy. Ale wyglądali na zadowolonych :-) Czas do obiadu upłynął nam bardzo miło. Potem mama przyjechała i zabrała Kacpra, a tata pozostał w pracy. Pewnie za karę.

Z góry zastrzegam, że:
- Kacper nie był jako nieletni zmuszany do żadnej pracy - sam chciał,
- jeśli dzwonisz do Saatchi&Saatchi i odbiera Umiński, lepiej zapytaj, który...
- pracownik Umiński pomimo rozdwojenia się, nie dostał awansu, podwyżki, ani nawet pochwały.

przy biurku taty

przy biurku taty

 

wtorek, 18 sierpnia 2009

Już wiem, jaką kolejną płytę kupimy! Dopiero teraz na to wpadłem: Preisner nagrał prawie 2 lata temu album z Teresą Salgueiro, wokalistką legendarnej grupy Madredeus. Płyta nosi tytuł "Silence, night and dreams" i nawiązuje podobno m.in. do Księgi Hioba. Zapowiada się uczta dla ucha i serducha :-)

Ja tak tylko chciałem... Nadmienić. Że wróciliśmy i jesteśmy. Bo niektórzy sądzą, że nas nie ma i - chociaż są w Warszawie - to nawet nie dzwonią. Bo niby wypoczywamy dalej. A nie. Jesteśmy. Proszę śmiało wpadać, nie tylko przy okazji koncertu Madonny.

Kilka informacji na bieżąco, bo nie chce mi się o tej porze pisać zbyt dużo. Po kolei:

Okazało się że Paweł O. pracuje w tej samej okolicy co ja. Już dwukrotnie uskuteczniliśmy wspólny lunch. Umawiany przez Facebook weekendowy wypad w góry wypalił, ale beze mnie. Paweł fajnie to zorganizował, ale akurat przywoziłem znad morza Dorotkę i Kacpra. Więc on w góry, a ja nad morze jechałem.

Dorotka i Kacper wrócili i mają się dobrze. Kacper wydoroślał i - ciągle napastowany nad morzem przez kuzyna - nauczył się asertywności ;-) Włosy mu urosły i pojaśniały, wygląda jak mały cherubinek. Nigdy nie lubiłem Baroku, więc nożyczki niedługo pójdą w ruch.

Dorotka opalona i wypoczęta. Sami zobaczycie na zdjęciach. Niedługo je wrzucę, zarówno te z Mazur, jak i znad morza.

W domu znowu porozrzucane zabawki, intensywne dni i ani chwili spokoju. Dzięki temu odżywam. Brakowało mi tego bardzo. Nawet na blogu wreszcie chce mi się coś napisać :-)

Odkryliśmy, że plac zabaw przy Forcie Bema to naprawdę rewelacja. Największy i najbardziej wymyślny z warszawskich placów dla dzieci. Byliśmy raz, będziemy częściej. Tłumy dzieciaków, ale warto.

W pracy mam urwanie głowy z powodu jednego projektu i kilku przetargów. Pisałem już, że przegraliśmy przetarg Nike w ostatnim etapie? Blisko było. Tę dwumiesięczną pracę będę jednak bardzo mile wspominał. I jeszcze to kiedyś wygram. A klient zafundował zespołowi buty. Szacun - to naprawdę rzadka postawa. Dorotka stwierdziła, że dzięki temu to nawet lepiej, że przegraliśmy, bo nagroda pocieszenia jest świetna :-) Buty już sobie zaprojektowałem i zamówiłem. Pochwalę się przy okazji, jak tylko przyjdą.

Był koncert Madonny i Jasna Góra nie upadła z tego powodu. Choć muzycznie było podobno słabo. Krzysiek był i nam zrelacjonował. Ten to przynajmniej zadzwonił, żeby się spotkać. Nareszcie mogliśmy pogadać - po 3 latach! A Renia nie zadzwoniła, choć była w Warszawie. Nieładnie. Teraz żałuje i jest jej smutno, tak jak nam. Oczywiście nie obrażamy się, co to to nie :-)

Jeśli jesteście w Warszwie - dawajcie znać. Spotykamy się chętnie i - w miarę możliwości - zawsze. Raczej będziemy teraz cały czas. Raz tylko wyskoczymy do mnie do domu, ale to już na krótko. Kto wrócił z wakacji, niech się odezwie, umówimy się na herbatę.

niedziela, 12 lipca 2009

Po tatrzańskich wojażach zebrało się trochę fotek i filmów. Bez zbędnego opisu wrzucam, bo mówią same za siebie. Niedługo planujemy fotoreportaż z Mazur, a następnie znad morza. Osobiście planuję tam uprawianie nieaktywnego wypoczynku wzorem waranów z Komodo i innych jaszczurek, które kumulują energię wygrzewając się na kamieniach bez ruchu ;-)

Tu fotki:

Bukowina Tatrzańska

A tu krótki film z przerażającym finałem rodem z niskobudżetowych horrorów ;-)

wtorek, 30 czerwca 2009

A tak. Dorotka z Kacprem urlopują w Tatrach. Ja chodzę do pracy, wracam do pustego domu i "jeeestem taki saaam, jak palec albo coooś...". Chwilowy powrót do kawalerskiego życia uświadamia mi kilka prawd.

1. Nie nadaję się na singla. Za mało rozrywkowy jestem i nie potrafiłbym sobie zapełnić czasu. Może i towarzysko mógłbym się podciągnąć bardziej, ale i to by nie wystarczyło. Może z kimś się umówię po pracy, choć nie wiem czy się uda.Bez drugiego ja (Dorotka) i trzeciego ja (Kacper) tracą też sens rzeczy, które im na co dzień pokazuję, które razem poznajemy, newsy z mojej pracy czy telewizyjne wiadomości.

2. Zapuściłbym się kompletnie. Szczytem kulinarnego zaangażowania jest dla mnie ugotowanie spagetti. I żeby to było jasne: sos pochodzi ze słoika. Jeśli się aż tak nie mobilizuję, ciepłego obiadu w ogóle nie robię. Naturalne czynności dnia tracą atrakcyjność, gdy robi się je tylko dla siebie. Śniadanie wolę jeść w pracy, dłużej pośpię i szybko się rano zbiorę. Zakupy też robię skromne, kawalerskie. Posprzątam raczej mając w pamięci powrót Dorotki i Kacpra - żeby im było miło.

3. Siada mi organizacja czasu. Co zrobić z taką jego ilością? Dorotka twierdzi, że teraz mogę robić to, na co nie starcza mi czasu w ferworze rodzinnej rzeczywistości. Jednak wieczorny odpoczynek nie jest tak przyjemny, gdy wieczór składa się tylko z odpoczynku. Na atrakcyjności traci telewizja (znowu nic ciekawego), a nawet gry (akurat nie mam ochoty). Już raczej poczytam. Trochę szkoda, że Kacper nie będzie wyrywał mi co chwilę książki, usiłując pokazać, że on też potrafi.

4. Grzesiek dał znać, że będzie przejazdem w Warszawie. Bez problemu mogę wyskoczyć na Centralny i zjeść z nim śniadanie w centrum w oczekiwaniu na jego pociąg. Trochę tylko szkoda (jemu i mi), że nie zobaczy Kacpra.

Żeby więc wszystko było jasne: gdyby nie praca, kiepsko by ze mną było. I niecierpliwie czekam na powrót kochanej żony z kochanym synem.

czwartek, 25 czerwca 2009

Dziewczyna wyszła na scenę ukraińskiej wersji programu "Mam talent" i pokazała coś niebywałego. Opowiedziała całą historię, używając do tego tylko... piasku!

Stworzyła klimat możliwy do uzyskania tylko na żywo. Gdyby to była komputerowa animacja, nie wyczekiwalibyśmy dalszego ciągu z takim napięciem. Kseniya Simonova w pokazie "Sand animation".

Przy tej okazji dowiedziałem się, że tę sztukę ludzie uprawiają już od lat na całym świecie. Nie znalazłem jednak nigdzie nagrania, które dowodziłoby równego kunsztu. Nie chodzi o jakość obrazków (rzeczywiście są pod tym względem lepsi od niej piaskowi artyści i performerzy), ale o to, co na żywo stworzyła na scenie i emocje, jakie zdołała wywołać.

Poniżej linki do kilku innych kreacji wartych obejrzenia (autorstwa Ferenca Cako, który gościł ze swoimi pokazami na wielu scenach i wystawach artystycznych oraz równie znanej Ilany Yahav).

Ferenc Cako:
"Romance"
Live at Seoul Animation Festival
Live at Orange County Fair

Ilana Yahav:
"You've Got a Friend"

Strony z piaskową twórczością wspominanych autorów:
www.sandanimation.com
www.sandfantasy.com

wtorek, 23 czerwca 2009
Położyłem się o 3.30. Kilka godzin później w Dzień Ojca Kacper wyjątkowo postanowił obudzić się o 6.30 zamiast tradycyjnie o 8.00. Trzeba mu oddać, że poświęcił się dla taty. A ja oczywiście byłem bardzo szczęśliwy ;-) Przy tej okazji wznawiam relację z serii Tacierzyństwo. Jak wygląda po roku moja relacja z synem?
Napisałem o niej kiedyś w komentarzu: "Doskonały głos i feeling, jakiego powinny jej zazdrościć zawodowe wokalistki. W polskim Idolu była jak z zupełnie innej bajki. Kuba Wojewódzki mówił, że słuchanie jej to pozytywny snobizm. Szczerze polecam jej covery - w genialnych piosenkach najlepiej słychać jej możliwości. Musi jeszcze znaleźć swoją drogę, aby podobne piosenki dobierać do swoich autorskich projektów." Miło mi przedstawić ją wam w momencie, gdy ta droga zaczyna być coraz lepiej widoczna.
piątek, 19 czerwca 2009
Dawno nie było nic spoza rzeczywistości rodzinnej. Jakoś mam ostatnio problem, aby usiąść do pisania. Bierze się to chyba z mojego nastawienia, że nie powinny to być krótkie 2 zdania, ale pełna relacja z odpowiednim komentarzem. W ten sposób wielu potencjalnych historii w ogóle wam nie opowiadam, bo rezygnuję już w przedbiegach. Dziś kilka krótkich filmów animowanych. Dlaczego warto je obejrzeć? Bo są piękne, czasem niepokojące, czasem zabawne. Przede wszystkim jednak dlatego, że budują fabułę, od której ciężko się oderwać.
wtorek, 09 czerwca 2009

Ni z tego ni z owego Kacper skończył roczek (dokładnie 8 czerwca). Z tej okazji odwiedził z mamą jednych dziadków, a z drugimi przeprowadził wideokonferencję. Dwukrotnie zdmuchiwał świeczkę na torcie, żeby wszyscy dobrze widzieli. Za kilka dni organizuje też urodzinowy piknik. Nie zamierza poprzestać na przeszłości, o nie. Już teraz wyrywa się do kolejnych stu lat pełnych przygód i poznawania świata.

Czas leci tak szybko, że Tata już nie nadąża, co widać po częstotliwości wpisów na blogu. W tym czasie Kacper stał się bardzo angażujący. Umiejętności chodzenia, mówienia (ja go rozumiem :) i przewracania domu do góry nogami sprawiają, że ciężko za nim nadążyć. Dodatkowo nasz synek przeżywa obecnie okres buntu i testowania granic.

Wielu odkryć i stu samodzielnych lat, Synu. Te kilka najbliższych postaramy się jakoś przeżyć...

poniedziałek, 18 maja 2009

Przeprowadziliśmy eksperyment i jesteśmy całkiem zadowoleni. Może to szczyt burżujstwa, ale zakupy przez Internet nie są specjalnie droższe od normalnych. Wczoraj zamówiliśmy, dziś dostawca wstawił je do przedpokoju. Mogłoby być nawet tego samego dnia, ale zamawialiśmy wieczorem. Frisco.pl się spisało. Mrożonki dotarły jakby dopiero wyjęte z lodówki (jest w tym dużo prawdy, bo samochody Frisco to chłodnie), warzywa są naprawdę ładne, pieczywo świeże. Najdelikatniejsze z opakowań są nienaruszone. Generalnie: jakbym sam je przywiózł.

Oszczędziłem ok. 2h jeżdżenia z wózkiem po hipermarkecie i 0,5h stania w kolejce. Nie dysponuję też takim wózkiem, którym dostawca tak łatwo wwiózł 40 kg zakupów na nasze piętro. Kupiłem tylko to, co chciałem, choć o kilku rzeczach nie pamiętałem. Zazwyczaj przypominam sobie w trakcie zakupów, albo same rzucają się w oczy na półce. Tak czy siak, wydałem mniej niż podczas zwykłych zakupów. Nie wszystkich producentów Frisco ma w asortymencie, ale nie czułem się bardzo ograniczony.

To dobrodziejstwo raczej dla mieszkańców dużych miast. W Warszawie są wszystkie największe "spożywczaki online": wspomniane Frisco, Alma24 i Hipernet24, który jest internetową wersją L'Eclerca. Dwie ostatnie sieci oferują dostawy tylko w okolice do 50 km od miast, gdzie posiadają swój sklep. Frisco pokrywa całą Polskę, ale warzywa i mrożonki oferuje tylko w okolicach Warszawy, dokąd docierają samochody-chłodnie. W inne miejsca Polski dostawa dociera kurierem UPS. Nawet wtedy może być bezpłatna jeśli nie przekracza wagi 20kg i ma wartość min. 300 PLN. W pozostałych sklepach kosztuje to od 15 do 40 zł, zależnie od odległości i dnia tygodnia.

To super rozwiązanie jeśli:
- mieszkasz w dużym mieście
- nie masz czasu (a kto ma?), albo nie chcesz tracić go na hipermarket
- nie masz jak nosić ciężkich zakupów (kobiety z dziećmi, osoby starsze, leniwi faceci ;-)

Oczywiście można się bez tego obyć. Tak jak bez samochodu, centralnego odkurzacza i telefonu komórkowego. Ale pozwala to uczynić życie wygodniejszym i poświęcić czas na inne rzeczy. Raczej nie zrezygnuję z tradycyjnych zakupów, ale co jakiś czas można się wysłużyć Frisco. I Dorotka wreszcie będzie mogła zrobić duże zakupy, zamiast spisywać mi długą listę. A co. Kobiety do siatek ;-)

sobota, 16 maja 2009

Kiedy pytał ktoś w pracy, odpowiadałem: kolejny odmóżdżacz. Czytałem w autobusie podczas drogi do pracy, w dni gdy Dorotka potrzebowała samochodu. Od wczoraj przeczytałem ostatnie 600 stron. I szukam kolejnych części, bo wciągnęło mnie tak, jak rzadko która książka.

"Imię wiatru" Patricka Rothfussa to nie kolejny odmóżdżacz fantasy, choć do fantasy właśnie musi być zaliczona. Nie wciąga w wir akcji, nie buduje epickiej sagi, w której po stu stronach przemierzymy pół świata i dokonamy bohaterskich czynów. To książka erudyty i pisarza z klasą. Tym dziwniejsze, że jest jego debiutem. Pisanym jednak przez osiem lat i początkowo nie przyjętym przez żadne wydawnictwo!

Autor próbował przekonać wydawców do wydania książki jako całości. Po licznych perypetiach i zdobyciu przez Rothfussa jednej z najbardziej prestiżowych literackich nagród, znalazł się wydawca, o którym wcześniej pisarz mógł najwyżej pomarzyć. Książka została podzielona w efekcie na 3 części pod wspólną nazwą "Kronik królobójcy". Jakich rozmiarów może być całość, skoro pierwsza część ma prawie 900 stron...?

Kupiłem ją w czasie mojej kolejnej "książkowej posuchy". Jeśli dobrze pamiętam - w hipermarkecie :-) Po prostu usychałem z braku czegoś do czytania. Po pierwszych 200 stronach była taka sobie. Jednak już kolejne strony wciągały, wciągały, wciągały. A teraz stoję przed faktem, że 2 kolejne części jeszcze nie zostały wydane na polskim rynku!

Z mściwą satysfakcją pożyczę tę książkę znajomym. Niech nie tylko ja cierpię w oczekiwaniu na ciąg dalszy ;-)

Polskie wydanie mi się nie podoba. Okładka sugeruje kolejną słodką epic-fantasy. Książka jest od tej kategorii jednak tak bardzo inna, jak ograny wydaje się główny wątek. Przetrwaj początek, naprawdę warto. Więcej o książce: tu >>

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12

Na bieżąco

Najnowsze zdjęcia

Najnowsze video

Warto posłuchać


Gotye "Somebody that I used to know"


Sarah Blasko "No turning back"


Charlie Winston "I love your smile"


Pomplamoose "September"


Sia "Soon we'll be found"


Skopiuj CSS