Dorota Umińska, Sebastian Umiński. I mały Kacper, i jeszcze mniejszy Leo. Na tym blogu znajdziesz to, czym żyjemy: naszą pracę, nasze podróże, muzykę, której słuchamy, ulubione książki i filmy... Dzielimy się wszystkim, co nas cieszy i fascynuje. Opisujemy ciekawe wydarzenia w Warszawie. I jak zwykle: zapraszamy do nas na kawę.
czwartek, 31 grudnia 2009

Małe podsumowanie eventu, który organizowałem w listopadzie. Ta fabularyzowana historia trochę obrazuje skalę przygotowań i osiągnięty efekt. Miłego oglądania :)

niedziela, 20 grudnia 2009

Na szczęście generalnie nas ominęła, jednak w sobotę wybraliśmy się do Wola Parku.

Kacper zachowywał się rozważnie, oglądał świąteczne wystawy, ale nie miał świątecznego szaleństwa w oczach. Wybrał sobie prezent pod choinkę, pooglądał zabawki, pochodził po sklepach. Dał się skusić tylko Garfieldowi, ale w końcu idą święta, więc człowiekowi należy się chwila przyjemności. Generalnie wyszedł z tych zakupów z twarzą i nie ma sobie nic do zarzucenia. Wybierze się jeszcze po choinkę i tegoroczne świąteczne zakupy będzie można odfajkować :)

zakupy przedświąteczne

zakupy przedświąteczne

zakupy przedświąteczne

zakupy przedświąteczne

zakupy przedświąteczne

zakupy przedświąteczne

zakupy przedświąteczne

zakupy przedświąteczne

czwartek, 17 grudnia 2009

Uwielbiam estetykę Tima Burtona. Nowa wersja Alicji w Krainie Czarów już na wiosnę w kinach. I znów jest na co czekać :)

niedziela, 13 grudnia 2009

Słyszałem już kilka kawałków i - wierzcie mi - szczęka opada. Kuba Krawczyk to człowiek, który nie zna granic i swoje projekty realizuje na skalę, która robi wrażenie. Jego projekt grupy wodzirejów był już m.in. pokazywany w TVN, jest bowiem jednym z prekursorów tej odradzającej się profesji. Miał swoich nauczycieli, ale jest obecnie jedynym w Polsce, który tak bardzo rozwinął ofertę i zaplecze.

White Tie Project

Skąd pomysł White Tie Project? Kuba obecnie prowadzi wiele imprez rozrywkowych i bali dla publiczności liczącej po kilkaset osób. Naturalną dla niego koleją rzeczy było więc powołanie orkiestry, która na takich imprezach będzie mogła zagrać. Gdy mówił, że będzie to "coś na kształt orkiestry Adama Sztaby", myślałem, że to po prostu przybliżenie muzycznych klimatów. Ale takiego rozmachu i jakości nawet ja się nie spodziewałem. Gdy podesłał mi o 2 w nocy w kawałki, po prostu spadłem z krzesła.

Mały przedsmak ze studia, gdzie orkiestra nagrywała demo:

Tu znajdziecie obszerną fotorelację z pierwszego koncertu live: http://www.jaksen.pl/WTOLIVE.htm

A tu profil na MySpace z kilkoma rewelacyjnymi kawałkami muzycznymi: http://www.myspace.com/whitetieproject

Kuba, teraz juz oficjalnie: chylę czoła przed twoją przedsiębiorczością, perfekcjonizmem i artystycznym rozmachem. Ten absolutnie genialny pomysł tylko w twoich rękach mógł przerodzić się w taką perełkę. Wielki szacun również dla całego zespołu. Nie wiem, gdzie znalazłeś tych wszystkich ludzi: szalonego aranżera, uroczych muzyków, energetycznych wokalistów z warunkami, wreszcie realizatorów, montażystów itd. Zazdroszczę ci tej przygody :)

Jest ostatnio moda na mikroblogi (to takie blogi, gdzie pojedyncze wpisy mogą mieć max. 160 znaków, więc to raczej ciąg pojedynczych myśli), więc i ja opisuję krótko, bo nie chce mi się składać dłuższych zdań, a coś napisać wypada.

Chory ojciec, chora matka, chory Kacper i... o sąsiadce nic nie wiem. Kacper zaczął, my kontynuujemy. Na szczęście raczej bez komplikacji i powikłań. Jednak wspólna choroba bez możliwości wyjścia z naszych 39m2 to ciężkie przeżycie.

Trwa zakupowa gorączka - na szczęście raczej obok nas. Odczuwamy ją tylko podczas normalnych zakupów, bo naokoło jakoś więcej ludzi i kolejki dłuższe. Pozostało tylko kupić choinkę i prezenty, ale bez szaleństw.

Kacper ma okres histerii i maminsyństwa. Wieczorne usypianie to obecnie dwugodzinny dramat (nawet w tej chwili słyszę jego krzyki z sypialni). Zbiegło się to z chorobą, więc może jest związane tylko z jego złym samopoczuciem. Oby, bo wyczerpujemy już środki wychowawcze...

Dorotka projektuje. W domu oczywiście, ale sporo, bo ma zlecenie projektowo-DTPowe. Mogłaby więcej, jednak z Kacprem to ostatnio niemożliwe w dzień. Nocy też pozostaje mało, A Dorotka nie lubi kłaść się tak późno jak ja. Pocałunki dla zapracowanej żony od zapracowanego męża :)

A już zapowiadam jej nowy projekt, który niedługo powinien ujrzeć światło dzienne. Na pewno wam się spodoba i może ma szansę się skomercjalizować.

Ja pracuję jak zwykle (czyli dużo i nawet kreatywnie), choć okres przedświąteczny jest zawsze kiepski: wszystko trzeba zakończyć jeszcze w tym roku, agencja i klienci spinają się wtedy podwójnie. "Wigilie" firmowe mam w tym roku 2 - jedną w Warszawie, drugą w Poznaniu. Na szczęście żadna nie rości sobie prawa bycia wigilią - to raczej imprezy integracyjne z okazji zbliżających się świąt i zamykające kolejny wspólny rok.

Piszę kolejny scenariusz dla Grześka, ale nie idzie mi to tak szybko, jak sobie zaplanowałem. W kolejce czeka już kolejny projekt, więc stanowczo się nie nudzę. Jednak czasem 3 rano to jeszcze nie "zbyt późna pora". Niech mnie ktoś powstrzyma.

Do tej pory to właściwie tyle. Wyglądamy ślubu Ani i Pawła, śledzimy początki orkiestrowego projektu Kuby, Boże Narodzenie świętujemy tym razem z rodziną Dorotki, a Sylwestra spędzimy być może z przyjaciółmi z ITP. Codzienność rozdrobniona i bardzo rozbiegana. Oby przeżyć najbliższy tydzień...

wtorek, 01 grudnia 2009

Najlepiej na blogach, które są im poświęcone. Niedługo napiszę coś o wydawnictwach dla dzieci, ale chwilowo potraktujmy temat bardziej przekrojowo. Poniżej znajdziecie listę najlepszych blogów o literaturze dziecięcej.

Mały pokój z książkami - duży rozrzut opisywanych propozycji, wiele tytułów dla najmłodszych dzieci. Wbrew manifestowi, że "książka to przede wszystkim tekst" autorka ceni dobre ilustracje. Przyznaje się do bycia maniaczką czytania, jest też związana z Fundacją Sto Pociech organizującą akcję "Czytanie na dywanie". Bogata linkownia w prawej szpalcie bloga: książki, autorzy, ilustratorzy.

Krysia, Twins & Co - Krysia to dziennikarka i mama bliźniaczek, stąd tytuł. Jej dziennikarskie podejście sprawia, że bardzo dobrze czyta się jej bloga, a proponowane tytuły są świetnie opisane.

Półeczka z książkami - książki dla dzieci i rodziców, ciekawie podzielone "półeczkami" skierowanymi do różnych grup wiekowych. Tu również warto skorzystać z bocznej szpalty.

Rabatka - nietypowy (i dobrze!) "ogródek z książkami", świetnie otagowane wpisy.

Zaczytani - książki dla dzieci i młodzieży pokategoryzowane konsekwentnie wg wieku. Blog prowadzą go 2 autorki Zefi-rynna i Żyrafa, poszukiwaczki dobrych książek.

Kuferek książek odkurzonych - prezentuje sentymentalne podejście do książek z naszego dzieciństwa, "by i nasze dzieci poznały ich czar".

Podobne inspiracje podsuwają Czytulanki: kilka autorek, wspomina stare, a mało znane książki dla dzieci, które warto im czytać. Wspominkową formułę ma też Tralaloskop, oryginalny o tyle, że tylko przytacza tytuły i ilustracje starych książek. Inna sprawa, że najczęściej jakikolwiek opis wydaje się zbędny.

Strych z książkami - społecznościowy projekt skierowany do książkowych "szperaczy". Ciągle nie udało się uruchomić księgarni, ale znajdziecie tu sporo ciekawych akcji i konkursów oraz zapowiedzi dziecięcych wydawnictw. 

Poczytaj mi synku - blog dziennikarki "Polityki" Justyny Sobolewskiej poświęcony "wychowaniu przez czytanie". To bardziej pamiętnik o tym, co właśnie czyta wspólnie z synem, jednak okraszony uniwersalnymi refleksjami nt. czytania i dziecięcych bohaterów literackich.

Kartoteka Zosi Frankowskiej - Zosia to freelancerka, ilustratorka książek dla dzieci. Właśnie o ilustracjach głównie pisze, przedstawiając prace własne oraz inne warte polecenia.

Kiedy byłam mała - znowu ilustratorka, ale z nietypowym pomysłem na bloga. Gdy porusza dany temat (raczej książki dla młodzieży), bogato ilustruje go przykładami. Oczywiście z czaów, "gdy była mała" :)

środa, 18 listopada 2009

3 lata prowadzenia tego bloga za nami, 70 osób dziennie czytających go. Jednak mam kolejny kryzys twórczy i ponownie zastanawiam się nad formułą tego, co piszę. Bo też gdybym chciał jakoś nazwać tego bloga, zaszufadkować go, byłoby trudno. Może to i dobrze, ale nienazwane jest czasem nijakie, mało wyraziste. Jak w powieściach fantasy: imię lub nazwa stworzenia określa je, dotyka jego istoty. Może więc przez wykluczenie: czym nie jest ten blog?

Nie jest regularną relacją, dziennikiem. Częstotliwość wpisów bardziej odzwierciedla to, jak często mam chwilę czasu na pisanie albo jest miarą ilości ciekawych wydarzeń. Jednak to nieregularność jest tu regułą i wielokrotnie nie opisuję tematów, które na to zasługują choć doczekałyby się swojego miejsca, gdyby zdarzyły się w bardziej odpowiednim czasie. Później trudno jest wracać i temat ginie w mrokach mojej własnej niepamięci. Ile takich było? Z całą pewnością wiele.

Na pewno nie jest po prostu rodzinnym pamiętnikiem. Ostatnio przejrzałem kilka wpisów wstecz i dopiero daleko w dole znalazłem jakiś mówiący o naszych rodzinnych sprawach. Nie potrafię narzucić sobie dyscypliny w tym względzie, ale i nie chcę. Zanudziłbym was (i zwłaszcza siebie) pisząc tylko o naszych rodzinnych wyjazdach, postępach Kacpra itd. Choć w zamierzeniu blog ten wcale nie mówi o mnie i nie tylko ja jestem jego autorem. To taka nasza rodzinna przestrzeń, odzwierciedlenie naszych ulubionych klimatów i frapujących nas dyskusji.

Gdyby był poświęcony filmom i muzyce, prawdopodobnie mógłby mieć status przewodnika kulturalnego. Ale po pierwsze: raczej nie ufałbym sobie jako krytykowi, po drugie: rozrzut propozycji jest spory, choć pewnie obliczony na specyficzne gusta "bratnich dusz". I ócz. I usz ;-)

To nie moje portfolio zawodowe, lecz nie da się ukryć, że opisuję tu własne projekty, którymi - nie oszukujmy się - chcę się pochwalić. Te zajawki to przecież tematy, które zajmują mnie zawodowo w danym czasie. Dorotka mogłaby dopowiedzieć, jak bardzo mnie wtedy zajmują, ale woli pominąć to znaczącym milczeniem. Moja praca wchodzi nam z butami w codzienność i jakoś nie potrafię jej tego odmówić.

Wreszcie nie jest to moja "druga strona", choć wywnętrzniam się tu czasem na potęgę lub nawet publikuję własną grafomańską poezję erotyczną, powodując posądzenie o iście przesadny ekshibicjonizm. Co zrobić, kiedyś ulegając nastrojom pisałem wiersze, dziś bloga. I tylko potrzeba wywnętrzniania się najwyraźniej pozostała.

Nazwijmy więc tę kategorię: urywki z życia relacjonowane z niespokojnej perspektywy i niestałych punktów widzenia. Trochę rodziny, trochę pracy, sporo fascynacji i krztyna oburzenia. Tacy dziwni Umińscy od 3 lat, co najwyraźniej dziwni być nie przestaną, bo i autor jakoś nie normalnieje.

Może się wypowiecie? Dlaczego wy właściwie czytacie tego bloga? Które treści ignorujecie, a po jakie tu wracacie? Co mógłbym napisać wam w prezencie, w ramach urodzinowego toastu? Czego pisać już waszym zdaniem nie powinienem? (raczej nie obiecuję, że się zastosuję, ale krytykę mężnie przyjmę ;-) Sto lat, sto lat, można zgłaszać życzenia.

wtorek, 17 listopada 2009

Jest już pierwsza, gorąca relacja z koncertu na stronie www.operakoncert.pl. To na razie na świeżo dla tych wszystkich, którzy nie mogli obejrzeć go online. 

Wystartowaliśmy z lekkim opóźnieniem i cały zespół zagrał. Najważniejsze, że udało nam się pokonać główne wyzwanie: na żywo muzyka była idealnie zsynchronizowana! Padliśmy jednak ofiarą własnego sukcesu, bo w jednej z lokalizacji użytkownicy, którzy chcieli zobaczyć koncert przeciążyli łącze...

Na żywo w różnych punktach miasta oglądało nas kilkaset osób. W Internecie jeszcze więcej. W obsługę eventu w trakcie jego trwania zaangażowanych było 48 osób. W przygotowaniach brało udział ok. 70. Wydarzenie rejestrowaliśmy 9 kamerami, w wybranych lokalizacjach transmisję pokazywaliśmy na 17 ekranach LCD. Kilkanaście portali, 3 stacje radiowe i co najmniej 1 telewizja relacjonowały to wydarzenie.

Sukces niemal pełny, satysfakcja ogromna, bo było to pierwsze takie przedsięwzięcie w Polsce. Wkrótce opublikujemy film "making of", który pokaże koncert i jego organizację z wielu innych perspektyw.

piątek, 13 listopada 2009

Przygotowania dobiegają końca, więc zapraszam do udziału w wydarzeniu, którego organizacja pochłania mnie przez ostatni miesiąc. Odwołałem z jego powodu mój wyjazd do Lublina na premierę ITP. W TVP, gdy usłyszeli o całym pomyśle, powiedzieli "O k...!". Między innymi za możliwość realizowania takich projektów kocham moją pracę :)

Trzymajcie kciuki i oglądajcie na żywo wydarzenie, które nazwaliśmy "Kurt Weill podzielony".

Kurt Weill podzielony

15 listopada o godz. 13:00 muzyka oparta na balecie Kurt Weill zostanie podzielona na 4 sekcje i rozproszona po Warszawie. Muzycy zagrają na żywo i to w 4 różnych miejscach jednocześnie. Tylko dzięki najnowszej technologii będzie można zobaczyć, jak wszystko łączy się w całość lub wybrać odsłuch samodzielnie wybranej sekcji.

Wejdź o 13:00 na www.operakoncert.pl i zobacz całe wydarzenie on-line.

Miejsca, w których grają muzycy, jako poszczególne partie jednego zespołu:
• Cocktail Bar Confashion ul. Moliera 2/4
• Dworzec Centralny PKP w Warszawie, Hala Główna
• Recepcja klubu Holmes Place w hotelu Hilton (IV piętro), ul. Grzybowska 63
• Salon Sony Style, C. H. Arkadia (II piętro)

A my ich tam nagrywamy, filmujemy, transmitujemy do internetu i pokazujemy na żywo jako jeden koncert. Czegoś takiego jeszcze w Polsce nie było! Zapraszam.

01:37, seboumi
Link Komentarze (1) »
piątek, 06 listopada 2009

Kocham odkrywać takie rzeczy. Kalifornijski duet Pomplamoose to Jack Conte i Nataly Dawn, którzy grają wspólnie od roku. Aż miło zobaczyć i usłyszeć, jak w domowym studio zastępują cały zespół i wykorzystują wszystko, co tylko się da: instrumenty, konwencje, narzędzia wizualne. Pracowitość i świetne pomysły widoczne są w każdej sekundzie tych nagrań. Ale chyba najbardziej podoba mi się ich naturalność i bezpretensjonalność. Koniecznie!





poniedziałek, 02 listopada 2009

Kacper najszybciej łapie skojarzenia związane ze zwierzętami. Ma obecnie fazę na uczenie się zwierzątek, choć woli określać je dźwiękonaśladowczo: kotek to "niau", ptaszek "kra", a kura "ko ko". Wszędzie, gdzie widzi te zwierzątka - w filmach, na ilustracjach, na ulicy - dźwiękonaśladowczo je nazywa.

Zagadka: gdy spostrzegł kartę Inteligo, odkrywczo krzyknął "Chr chr"! Jakie zwierzątko zobaczył?

karta Inteligo

niedziela, 25 października 2009

O flashmobach już pisałem. Teraz przedstawiam grupę, która wyznacza na świecie poziom. Co jakiś czas realizują i dokumentują akcję - za każdym razem dopracowaną i zabawną.

Poniżej 2 musicalowe flashmoby grupy ImprovEverywhere:

Food Court Musical i Grocery Store Musical - musicale w hipermarkecie:

 Wiele osób zapyta: po co to? No cóż, te flashmoby nie mają związku z jakąś konkretną akcją społeczną, choć i takie się zdarzają. Ale zobaczyć miny ludzi i ich niespodziewany uśmiech - bezcenne.

ImprovEverywhere podpisuje się hasłem "We Cause Scenes". Wystarczy.

Pisałem już o mojej potrzebie czytnika i aktualnej posusze na rynku (Nie-tanie czytanie na ekranie). Właśnie się to zmienia: Amazon udostępnił swój czytnik Kindle także w Polsce (choć moim zdaniem Kindle mocno ogranicza użytkownika przyjętym modelem biznesowym), a Kolporter wypuści jeszcze w tym roku pierwszy polski czytnik eClicto.

Osobiście stawiam zazwyczaj na produkty chińskie/tajwańskie skierowane do wszystkich i otwarte na różne zastosowania ;-) Szkoda tylko, że eClicto nie chce wejść pod strzechy także ceną: 900 PLN to dużo nawet z dołączonymi 100 darmowymi e-bookami i niedużo mniej niż Kindle, który posiada więcej opcji.

Proszę już mnie jednak nie pytać, co chciałbym dostać na gwiazdkę. Jakoś nie chce mi się czekać kolejnych 2 lat na spadek cen.

wtorek, 06 października 2009

W sobotę byliśmy na oryginalnym przedstawieniu w ramach Międzynarodowego Festiwalu Teatru dla Dzieci i Młodzieży Korczak 2009. Spektakl był skierowany do dzieci w wieku od 0 do kilku lat i naprawdę był tak zrealizowany, aby maluchy mogły się w niego zaangażować. Pierwszy raz widziałem coś takiego, a i Kacper miał wreszcie coś dla siebie.

Bebe Plim Plim to muzyczno-wizualne spotkanie. Nie historia, bo nie opowiada fabuły. Spotkanie z obrazami, dźwiękami, skojarzeniami, wyprawa do lasu, w przestworza i na dno oceanu. Spektakl zrealizowała portugalska grupa Companhia de Música Teatral, która zadziwiła mnie zwłaszcza muzycznym poziomem widowiska.

Poniżej nagranie ze spektaklu. Nagrywane aparatem, więc kiepska jakość - zwłaszcza dźwięku. Mam nadzieję, że pomimo to widać, jak aktorzy nie stosują taryfy ulgowej, choć to spektakl dla niemowlaków. Śpiewem chwilami naprawdę mnie zachwycali.

Wszystko wyjaśniło się, gdy poczytałem o nich więcej. Za dość prostymi - wydawałoby się - realizacjami stoi grupa fascynatów i profesjonalistów, którzy wybrali język teatru, by pracować z dziećmi i rodzicami przy zupełnie poważnym projekcie edukacyjno-terapeutycznym. W Portugalii są pionierami w tego rodzaju aktywności skierowanej do najmłodszych. Sami o sobie mówią: "Jesteśmy interdyscyplinarną grupą teatralną i w naszych działaniach wykorzystujemy muzykę. To główne założenie. Posługujemy się różnego rodzaju rekwizytami, elementami wizualnymi, multimediami. Wciągamy w zabawę dzieci i ich rodziców."

Bardzo polecam wywiad z jedną z artystek formacji, która opowiada o idei spektakli dla niemowląt i Teorii uczenia się muzyki E.E. Gordona. Świetny tekst dla wszystkich rodziców.

01:53, seboumi , Teatr
Link Komentarze (4) »
środa, 30 września 2009

Normalnie tworzy się je w programach graficznych (statyczne) lub we Flashu (animowane). Potrzebna jest znajomość narzędzi i programu/ów.

Jednak dla tych, którzy potrzebują stworzyć prosty baner na własne potrzeby polecam kilka prostych narzędzi. Z jednej strony nie dają wielu możliwości, z drugiej - są darmowe, proste i pozwalają nawet laikowi stworzyć baner w 10 minut.

Najpierw 2 aplikacje, pozwalające tworzyć banery statyczne: nie potrzeba żadnego programu, bo to narzędzia dostępne online.

Kingstyles com - trochę lepszy i bardziej elastyczny
http://kingstyles.com/

banner zrobiony na Kingstyles.com

Onlinebannergenerator.com - dużo clipartów, ale mało możliwości modyfikacji elementów
http://onlinebannergenerator.com/

banner zrobiony na onlinebannergenerator.com

Dla tych, którzy chcieliby zrobić coś we flashu, polecam proste programiki do ściągnięcia:

Flax - programik do tworzenia animowanych napisów
http://www.instalki.pl/programy/download/flash/FlaX.php

SoThink SWF Easy - bardziej zaawansowany: pomoże stworzyć efektowną galerię foto, banner, animowany przycisk
http://www.instalki.pl/programy/download/flash/Sothink_SWF_Easy.php

Jeśli ktoś ma jednak większe oczekiwania, jako dobry manager polecam pomoc mojej żony. Już nie za darmo oczywiście. W końcu z czegoś trzeba żyć :-)

piątek, 25 września 2009

Kilka godzin temu o 18.40 w hali Dworca Centralnego w Warszawie odbył się flashmob: z głośników popłynęły dźwięki “Let’s twist again”, a zgromadzone osoby zaczęły tańczyć twista.

Niestety, wydarzeniu daleko było do spontaniczności, która jest istotą flashmobów. Krążący tu i tam fotografowie, ustawione kamery i dziennikarze przeprowadzający wywiady z organizatorami mocno zepsuli cały efekt.

Żeby zrozumieć na czym polega ta zabawa, lepiej obejrzyjcie naprawdę najlepsze flashmoby:
T-Mobile dance
Strzelanina w Starym Browarze
Zamrożony dworzec w Nowym Jorku

czwartek, 24 września 2009

Spodoba wam się. Tytuł wyjaśnia się pod koniec filmu. Dzięki Sylwkowi Laskowskiemu za podsunięcie tego. Rzeczywiście, trudno się nie wzruszyć... "My Redeemer lives":

środa, 23 września 2009

Po notce Trudno czekać rozgorzała w komentarzach dyskusja. Doceniam, bo nie każdy musi się ze mną zgadzać. Ja oburzam się na coś, inni oburzają się na mnie. Pewnie wzajemnie się nie przekonamy, jednak dyskusja zawsze jest krokiem naprzód.

Ponieważ jednym z komentarzy był link, który rozsypywał wygląd strony, uczciwie przeklejam go tu, bo z komentarzy musiałem go usunąć:
www.franciszkanska3.pl/247/czy_mozna_razem_mieszkac_przed_slubem,504.html

Pogląd prezentowany w tej wypowiedzi stoi po skrajnie przeciwnej stronie skali niż mój tekst. Każdy z punktów jest poglądem autorów (Kasia i Tomek Jarosz), dość arbitralnym. Tę samą arbitralność zarzucił mi kk w moich sądach. Cóż, prywatne zdanie autorów artykułu vs. prywatne zdanie autora tego bloga.

Szkoda, że dyskutujemy nie o clou całej sprawy. Czy można uznać za grzech mieszkanie razem ludzi, którzy nie są małżeństwem? Czy można ich za to nie rozgrzeszyć u spowiedzi?

Jeśli tak, przyznaję się do mieszkania wspólnie z dwoma facetami na studiach, następnie z 2 facetami i 4 kobietami na kolejnej stancji, na końcu w jednym mieszkaniu z koleżanką i własną dziewczyną.

Idąc za myślą autorów, prawdopodobnie przez cały czas kusił mnie seks grupowy i skłonności homoseksualne. Nie wiem, jak skończyłem studia, bo ciągłe pokusy seksualne powinny mi to uniemożliwić. Należało zostać z rodzicami i prosto od nich wprowadzić się po ślubie do naszego aktualnego mieszkania. A Dorotki powinienem mieć już dawno dość, bo z powodu wspólnego mieszkania mieliśmy podobno - jeszcze przed ślubem - zachowywać się, cytuję: "jak stare dobre małżeństwo - w tym negatywnym znaczeniu"...

Przepraszam, nie lubię świętoszkowatego pitolenia i niespójnej argumentacji.

Podkreślam: nie o kwestii mieszkania razem pisałem, lecz o tym, czy mieszkanie razem chłopaka i dziewczyny można samo w sobie uznać za grzech.

P.S. Postronnym czytelnikom winien jestem wyjaśnienie, że mam wielu głęboko wierzących przyjaciół katolików, a bloga czyta także moja rodzina. Emocjonalna dyskusja na tematy światopoglądowe to nasza specjalność :-)

poniedziałek, 21 września 2009

Nie pozwalaj mi się dotykać
zbyt często,
bo zakocham się w zagłębieniu twojej szyi
i w przyspieszonym oddechu
szumiącym mi w głowie,
w twoich włosach, gdy spadają mi na twarz
jak aureola pochylona nade mną.
Przerwij pielgrzymkę moich palców
przez pustynię twojej skóry
umieram z pragnienia twoich ust.

niedziela, 20 września 2009

Obiecałem sobie, że zamiast rzucać gromy, napiszę pozytywnie. Więc się pilnuję. Choć oburzająca była dla mnie opowieść koleżanki, która u spowiedzi nie dostała rozgrzeszenia. Dlaczego? Bo ma w sobie więcej szczerości niż wiele osób i trzyma się swoich zasad.

Od jakiegoś czasu wspólnie ze swoim chłopakiem (moim zdaniem to rewelacyjny facet) wynajmuje mieszkanie. I czeka, bo jeszcze się nie zaręczyli, a wiedzą, że nawet gdyby, to ślub będą planować za ok. 3 lata. Na co czeka? Na seks, na noc poślubną. Czeka ze sobą ona, czeka on. Uważają, że warto.

I co się stało w konfesjonale? Powiedziała, że razem mieszkają. Za to właśnie nie dostała rozgrzeszenia. Nie za żaden grzech, nie za zatwardziałość i brak gotowości poprawy. Za podejrzenie księdza, który nawet nie pofatygował się, żeby naprawdę wypytać o całą sytuację. Pozostawiam to bez dalszego komentarza, bo nie udałoby mi się utrzymać pozytywnego tonu. Skwituję to tylko tak: rozumiem, dlaczego niektórzy ludzie nie chcą mieć wiele wspólnego z Kościołem, skoro nawet głęboko wierzących katolików niektórzy księża - jakby specjalnie - odstraszają. A koleżanka mogłaby się już zniechęcić i złamać, bo z perspektywy jej bycia w Kościele najwyraźniej różnicy nie ma...

Aż mi miło, gdy widzę wspomnianych znajomych, bo ja też uważam, że warto czekać. Nam się udało przecież i seks z Dorotką daje mi wielką radość. Tym większą, że to moja piękna żona, a ja jestem jej ukochanym mężem. Odkryliśmy swoje ciała wtedy, gdy byliśmy pewni, że do końca życia będziemy dla siebie jedyni. Wspaniale jest kochać się z kobietą, o której wiesz, że to właśnie miłość twojego życia. Zdobyta na zawsze i z wzajemnością.

Ktoś użył argumentu "zgorszenia". Że niby mieszkając razem gorszą, choćby nic więcej nie robili. Ja też mieszkałem z Dorotką na studiach. Był to czas bardzo nam potrzebny. Zgorszyliśmy kogoś? Jakoś nie słyszałem. Za to dla tych, którzy wiedzą, że czekasz, możesz być świadectwem, że można inaczej. Dzisiejszych ludzi nic nie gorszy. Zgorszone mogą być najwyżej stare dewotki. Ale ich na złą drogę już nie sprowadzisz i sprośne myśli raczej nie przełożą się u nich na seks ;-)

Pokusa? Raczej w romantycznych i zmysłowych sytuacjach, niż codzienno-domowych. Łatwiej o seks na lub po imprezie, w intymnych sytuacjach randkowych itd. To nie codzienne mieszkanie ze sobą może być impulsem do pójścia ze sobą do łóżka. Ludzie, którzy zaczynają ze sobą mieszkać, zazwyczaj dawno już zdecydowali, czy są parą i na jakich warunkach.

Trzymajmy kciuki za tych, którzy próbują iść pod prąd. Zwłaszcza gdy zniechęcają ich ci, którzy szczególnie powinni wspierać. Pozostaje tylko mieć nadzieję na rozsądek księży, którzy powinni być pasterzami dusz. I wszystkich naokoło, co to próbują być bardziej święci niż sam papież. Trzymajcie kciuki za tych, którzy mają odwagę czekać.

Z dedykacją (może trochę wyrwane z kontekstu) słowa cudownej piosenki Dominiki Kasprzyckiej "Zaczekam":
Dobrze jest jak jest, tu zaczekam.
Wszystkich czułych miejsc nie chcę teraz zwiedzać, po co? ...

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12

Na bieżąco

Najnowsze zdjęcia

Najnowsze video

Warto posłuchać


Gotye "Somebody that I used to know"


Sarah Blasko "No turning back"


Charlie Winston "I love your smile"


Pomplamoose "September"


Sia "Soon we'll be found"


Skopiuj CSS