Dorota Umińska, Sebastian Umiński. I mały Kacper, i jeszcze mniejszy Leo. Na tym blogu znajdziesz to, czym żyjemy: naszą pracę, nasze podróże, muzykę, której słuchamy, ulubione książki i filmy... Dzielimy się wszystkim, co nas cieszy i fascynuje. Opisujemy ciekawe wydarzenia w Warszawie. I jak zwykle: zapraszamy do nas na kawę.
sobota, 12 kwietnia 2008

Och, po prostu nie udało mi się przeforsować mojego Tytusa :-)

Przedstawiam wszem i wobec Kacpra Umińskiego in potentia. Już możecie sobie wymyślać zdrobnienia. Przydadzą się, gdy się spotkamy po jego urodzeniu :-)

Wszystkim chciałem bardzo podziękować za głosy (78!). Widać, że spodobały wam się podobne imiona, co nam. Wygrał Tytus, ale niestety Dorotka nie uznała demokracji w tym względzie. To wsparcie mojego zdania nie wystarczyło, by ją przekonać.

Jeśli kogoś interesują szczegółowe wyniki sondy, można je zobaczyć TUTAJ >>.
Sto lat Kacperku, a przynajmniej zdrowych 2 miesięcy, życzy dumny Tato.

niedziela, 16 marca 2008

Mamy już swój typ, ale jeszcze ostatecznie nie powiedzieliśmy (OK, ja nie powiedziałem...) "Synku, będziesz nazywał się: ...".

A sonda trwa w najlepsze. Wyniki do tej pory są następujące:

wyniki sondy 16.03.08

Czyli można jeszcze zagłosować TUTAJ >>

Już niedługo imię musi paść. Najlepiej do świąt. W końcu żadne dziecko nie lubi, jak się do niego mówi "Dziecko" ;-) Oczywiście damy wam znać, jak się będzie nazywał nasz pierworodny.

To trzeba zobaczyć, więc wrzucam jedne z nielicznych "ciążowych" fotek. Na zdjęciu Dorotka jest chyba w 6. miesiącu.

Obecnie to już 7. Brzuch trochę urósł :-) A niżej wspólne zdjęcie z jej siostrą, Agnieszką. Aga urodzi dwa miesiące wcześniej, czyli już zaraz. Obie siostry w ciąży, zabawne prawda?

Dorotka mierzy brzuch

Dorotka i Agnieszka - która większy brzuch...

niedziela, 02 marca 2008

Do tej pory trudno mi napisać coś jednoznacznego. Ale - po kilku godzinach - nadal pozostaję pod urokiem tej opowieści. Opowieści, w której padające zdanie "Chciałbym całować twoją cipkę" jest urocze i niewinne...

Pokuta Zobacz zwiastun >>

Wraz z Dobrusią i Robertem spotkaliśmy się w kinie. Wybór filmu nie był trudny, bo leci obecnie wiele oskarowych produkcji. Wybraliśmy "Pokutę".  

Powiem tak: jeśli na pytanie o siłę miłości odpowiadano zawsze, że jest bezgraniczna, to ten film pokazuje, jak łatwo stanąć jej na przeszkodzie. W tle rozlega się dźwięk maszyny do pisania (genialnie zgranej z muzyką!), która każe zastanowić się nad rolą prawdy i fikcji. Wydarzenia pędzą z siłą lawiny - wywołanej jednym tylko epizodem. Siedziałem w kinowym fotelu z uczuciem, jakbym pędził rollercoasterem. A to przecież nie sensacja, ani nawet potężny dramat!

Jeśli lubisz filmy o książkach, pisarzach itd. to znajdziesz tu inteligentną grę narracji i prawdziwego życia, z pytaniem o ich wzajemną relację. Jeśli lubisz Keirę Knightley, to nie muszę polecać więcej. Film Joe Wrighta poleca się sam. Ja tylko potwierdzam.

Pamiętacie nasz Teatr ITP? Już od dawna gra bez nas, ale czasem coś mogę podrzucić. Tym razem zabawna przeróbka spektaklu "Odysea":

Ale żeby nie pozostawiać tylko śmiechu, obejrzyjcie oryginał nagrania. Krzepiące i niesamowicie zaśpiewane przez Ulę:

środa, 20 lutego 2008

Znaleźliśmy na jakiejś stronie typu śmietnik. Coś mnie tknęło i wpisałem. To co pojawiło się jako wynik ubawiło nas setnie. Zarówno wynik, jak sposób jego sformułowania. Widocznie połączenie naszych "osobów" nie zawsze się udaje ;-)

kalkulator uczuć

sobota, 16 lutego 2008

Pod poniższym linkiem lub w prawej kolumnie tego bloga znajdziesz sondę. Może pomożesz nam za jej pomocą wybrać imię? Nie obiecuję, że się zastosujemy, ale kto wie?

Zagłosuj na imię dla Juniora Umińskiego >>

czwartek, 14 lutego 2008

Pędziłem z pracy, żeby zdążyć na 18.00. Wtedy ksiądz miał zacząć chodzić po kolędzie...

Czekaliśmy i czekaliśmy. Posprzątane, głupio się teraz wykładać, rozkładać jedzenie, angażować w film. Dorotka zmieniła cyfrę roku w napisie na drzwiach. Sprawdziliśmy pocztę i naszą-klasę. Tak doczekaliśmy 22.00. Chwilę wcześniej zaczęliśmy oglądać koncert A.M. Jopek na DVD. W końcu ile można czekać?

Pukanie do drzwi. Otwieram.
- Szczęść Boże. Wpuścicie mnie jeszcze? - szepcze w progu
- Wpuścimy - odszeptuję

Posiedział, porozmawialiśmy chwilę o filozofii (ja studiowałem, on wykłada). I tyle po wyczekiwanej kolędzie. Zdążyłem jeszcze wypowiedzieć się na temat prawdziwej męki, jaką przeżywam słuchając czasem tutejszej organistki...

- Może mnie jeszcze wpuszczą. 2 mieszkania mi zostały - wyszeptał konfidencjonalnie na odchodne z przepraszającym uśmiechem. Jeszcze zapisał na otrzymanej kopercie numer mieszkania - że to od nas.

Hej kolęda, kolęda...

wtorek, 05 lutego 2008

Wreszcie udało mi się znaleźć szablon, który trafił w moje gusta. Ogłaszam lifting bloga - tym razem w ciemnych kolorach, za to równie surowym designie.

Siedzę nad tym szablonem już 5 godzin, żeby go dopracować w szczegółach. Udało mi się zwinąć Archiwum i dodać Ostatnie komentarze. Wreszcie nie rozjeżdża się też lewa szpalta. Kto zna bloxa i wie, jak to jest dłubać w CSSie bez jego znajomości, ten zrozumie moje zacięcie.

Efekty są - mam nadzieję - zadowalające. Oczywiście najfajniejsza jest fotka autorów w rogu :-)

Dla porównania stary layout. Brrr, ale już był brzydki...
Sayonara.

 stary layout

środa, 30 stycznia 2008

Nic dodać nic ująć: to będzie chłopak.

Pniżej pierwsze zdjęcie (oczywiście prenatalne). Zawsze wiedziałem, że Dorotka ma bogate wnętrze ;-)
Właściwie jest chyba podobny do mamy, tylko nochalek jakby mój...

Synek Umiński
środa, 19 grudnia 2007

Brzmi śmiesznie, ale naprawdę o to chodzi:

Grzesiek (ks. Grzegorz, jeśli kto woli) organizuje w swojej parafii żywą szopkę z aktorami i żywymi zwierzętami. "Żywe Betlejem" to niezłe przedsięwzięcie, więc polecam.

www.zywebetlejem.blox.pl

Żywe Betlejem w Głuszycy

środa, 12 grudnia 2007
Kolejny w wpis z serii: znalezione na YouTube. Laskę ogląda prawie pół miliona osób! Nagrania robi domowym sposobem. Ma medialną twarzyczkę i fajny głos. Do tego dobiera znane piosenki. Wystarczy. Czasem jest lepsza niż oryginał - np. Umbrella...

Znalazłem coś zabawnego, więc wrzucam. Fajne wykorzystanie animowanego GIFa. Przypomniały mi się oazowe czasy, gdy w takiej konwencji rysowano podobne komiksy - wtedy jednak statyczne. Technika daje miłe możliwości :-)

animowany GIF

Obrazek pobrany z bloga Nati. Dzięki.

poniedziałek, 26 listopada 2007

Tym razem coś z dzisiejszych czasów. Czy wiecie o czym są najpopularniejsze filmy na YouTube? Paradoksalnie o niczym ważnym, paradoksalnie wcale nie są autorskim popisem ambitnych twórców. To najczęściej przeróbki znanych przebojów dokonywane przez dzieciaki we własnym pokoju!

Ma być zabawnie, piosenka powinna być znana. Wystarczy nowy pomysł i choreografia. Przebój gotowy...

Znalazłem to przypadkiem i ujęło mnie. Naturalne, bezpretensjonalne, zdystansowane i śmieszne. No i ta piosenka (wersja z Sister Act 2): Ain't no mountain high enough.

 

niedziela, 25 listopada 2007

Oto przykład, jak masowa rozrywka może być inspiracją do odnalezienia tej ambitniejszej:
oglądaliśmy wczoraj "Gwiazdy tańczą na lodzie" i z wypowiedzi jurora Szaranowicza wpadło nam w ucho życzenie, aby ktoś kiedyś zatańczył z taką pasją, jak słynna para łyżwiarzy na igrzyskach w Sarajewie. W ten sposób znaleźliśmy wspominane przez Szaranowicza "Bolero" z 1984r. w wykonaniu Jane Torvill i Christophera Deana, jeden z najsłynniejszych łyżwiarskich występów wszechczasów. Wgniotło nas w fotele...

To był perfekcyjny i naładowany emocjami taniec, za który dostali wtedy najwyższe noty i zasłużony złoty medal.

Poszukałem więc innych występów. Najbardziej spodobał nam się ten - przejmujący, oryginalny, z niezrównanym ładunkiem uczuć "Encounter" z 1994r. Jak nie pokochać dyscypliny, którą ludzie tworzą z taką pasją?

poniedziałek, 19 listopada 2007

Ciężko ostatnio się zebrać i znaleźć czas na pisanie. Przeszkadzają tytułowe sprawy:

Choroby
A właściwie choroba Dorotki - niby przeziębienie z jakimś elementem wirusowym, ale lekarz wolał ją odizolować, za co chyba była mu bardzo wdzięczna. Tydzień leniuchowania w domu dał jej przedsmak urlopu macierzyńskiego i teraz już chyba nie może się doczekać, kiedy definitywnie przestanie chodzić do pracy. Ja bym się zanudził, ale kobiety chyba inaczej to odbierają...

Praca
A właściwie perspektywy zmian w pracy. Dorotka wynegocjowała krótszy czas pracy (6 godzin dziennie), choć nie wydaje się bardziej wypoczęta, gdy wraca do domu. Jest to jednak 2h mniej przed komputerem.
Z kolei u mnie kroiła się zmiana firmy, bo 2 konkurencyjne agencje składały poważne propozycje. Nie poszedłem jednak za finansowym wabikiem, bo we własnej firmie w tym samym momencie zaproponowano mi awans, podwyżkę i powiększenie zespołu. Zostaję więc, ale do 1 stycznia moja praca zmieni się w wielu aspektach.

Plany
Święta spędzamy u rodziny Dorotki. Potem pojedziemy do Ząbkowic na ślub mojej siostry. Zostaniemy już tam na Sylwestra. Musimy jeszcze tylko wymyślić, co w Sylwestra będziemy robić. Może zorganizujemy jakąś imprezę lokalnie?

no i dzieciaczek...
O nim mogę napisać tyle: jest obecnie w jakimś 12 tygodniu rozwoju, nie podglądaliśmy go jeszcze na USG, płeć poznamy za jakieś 2 miesiące... Choć imiona już wymyślamy, to na razie jakoś przychodzą nam tylko żeńskie. Na ewentualność chłopca wymyśliłem ostatnio dość niefortunnie: Tytus. Samo w sobie jest dziwne, ale w połączeniu z nazwiskiem nie brzmi źle, co? ;-)

wtorek, 06 listopada 2007
Potwierdzam oficjalnie, że uroki tacierzyństwa i macierzyństwa rozpoczną się dla nas w czerwcu. Prosimy o modlitwę, żeby Dorotka i dzieciaczek dobrze się czuli. Dzięki za wszystkie ciepłe słowa :-)
czwartek, 04 października 2007
Był w szpitalu, ale jest już w domu. Niby nic bardzo poważnego, ale zaniedbane zdrowie dało o sobie znać. Tym gorzej, że byłem zupełnie off line (komórka mi padła) i nie mogliśmy porozmawiać, gdy był w szpitalu. Tato, życzę zdrowia i odpoczynku. Urlop ci się należy, więc korzystaj :-)
sobota, 22 września 2007
Obejrzałem "Oniegina" z Liv Tyler i Ralphem Fiennesem. Oniemiałem, wbiło mnie w ziemię. To majstersztyk formy z ciszą w roli głównej. I tak wracam do Puszkina. Wracam, choć nigdy go nie czytałem. Wracam, bo były czasy, gdy kochałem literaturę, nie tylko fabułę. Wracając do Puszkina, wracam do siebie. "Oniegin" to opowiesć o nas...
wtorek, 11 września 2007

To trzeba zobaczyć - niewielu miało okazję zobaczyć go w habicie, choć każdy bardzo chciał. Macie okazję. Artur, czyli brat Filip, złożył 06.09 śluby zakonne w klasztorze Augustianów w Berlinie.
Byliśmy tam (poza nami także kilka osób z Polski i oczywiście rodzina), a Artur ugościł nas wspaniale. Po uroczystościach zwiedziliśmy Berlin. Poniżej kilka fotek - tych związanych z Arturem. Pozostałe wrzucę, opisując sam Berlin.

sluby_zakonne  sluby_zakonne

sluby_zakonne  sluby_zakonne

sluby_zakonne  sluby_zakonne

sluby_zakonne  sluby_zakonne  sluby_zakonne   

sluby_zakonne  sluby_zakonne

sluby_zakonne sluby_zakonne

sluby_zakonne  sluby_zakonne

sluby_zakonne 

1 ... 6 , 7 , 8 , 9 , 10 ... 12

Na bieżąco

Najnowsze zdjęcia

Najnowsze video

Warto posłuchać


Gotye "Somebody that I used to know"


Sarah Blasko "No turning back"


Charlie Winston "I love your smile"


Pomplamoose "September"


Sia "Soon we'll be found"


Skopiuj CSS