Dorota Umińska, Sebastian Umiński. I mały Kacper, i jeszcze mniejszy Leo. Na tym blogu znajdziesz to, czym żyjemy: naszą pracę, nasze podróże, muzykę, której słuchamy, ulubione książki i filmy... Dzielimy się wszystkim, co nas cieszy i fascynuje. Opisujemy ciekawe wydarzenia w Warszawie. I jak zwykle: zapraszamy do nas na kawę.
niedziela, 23 sierpnia 2009

Od roku śledzę czytniki e-booków. Coś, co niegdyś było tylko gadżetem, po zastosowaniu technologii e-ink (nie miga, nie męczy oczu, znacząco oszczędza energię) może być już prawdziwą alternatywą dla zwykłych książek, nawet dla mola książkowego. Co z tego, skoro ceny nie spadają? A ja jestem uzależniony od czytania!

Jestem w stanie wydać kilkaset złotych na czytnik e-booków. Zwróci się dość szybko, bo pozwoli przeczytać wiele książek, na które normalnie mnie nie stać. Jednak właściwie nie da się w Polsce kupić czytnika poniżej 1000 PLN! Ceny innych sprzętów (komórki, netbooki) spadają błyskawicznie. Za to konkretny czytnik nawet po 2 latach potrafi kosztować tyle samo. Na rynku wtórnym prawie ich nie ma, bo zapotrzebowanie przewyższa podaż.

Posiadanych e-booków nie jestem w stanie czytać na komputerze - oczy męczą się za bardzo. Raz na miesiąc kupujemy jakąś normalną książkę lub pożyczamy kilka od znajomych. Skończyło się już miejsce na regałach, mieszkanie jest niewielkie. Znajomych też tak często nie odwiedzamy... Frustruję się za każdym razem, gdy akurat nie mam nic do czytania.

Pamiętam ten moment z mojego dzieciństwa, gdy w pewne ferie zimowe pierwszy raz przeczytałem całą książkę w jeden dzień. Wtedy zajęło mi to 10 godzin. Teraz czytam dużo szybciej. Gdy się rozkręcę - i mam czas lub książkę tak ciekawą, że warto dla niej zarwać noc - potrafię przeczytać jednorazowo 600 stron. Czasem zdarza mi się skończyć 3 książki w ciągu tygodnia. Zazwyczaj czuję się jednak jak narkoman na głodzie, gdy przez tydzień nie mam nic do czytania.

Chyba muszę zacząć dużo więcej zarabiać, bo na zmiany na rynku czytników e-booków w najbliższym czasie nie ma co liczyć...

P.S. Ponieważ kochana zuzkabul wrzuciła w komentarzach długie linki, które rozsypały layout, przeklejam je poniżej tej notki:

zuzkabul  2009/09/08 16:03:53 
jeszcze taki..
www.johnlewis.com/Technology/eBook+Readers/eBook+Readers/
eBook+Readers/8957/ProductCategory.aspx

zuzkabul  2009/09/08 15:52:32 
a moze cos takiego?
www.play.com/Electronics/Electronics/-/2168/1435/3-/
RegionHome.html?searchtype=genre

znaczy sie mozna znalesc cos w mniejszych cenach. a przesylke zawsze da sie jakos zalatwic.

czwartek, 20 sierpnia 2009

Dziś rano musieliśmy odciążyć mamę, która kończyła projekt, więc pojechaliśmy do agencji razem. Kacper tym razem pomachał na "do widzenia" mamie, a nie tacie i dzielnie rozpoczął swój pierwszy dzień na dorobku.

Po przedstawieniu zespołowi agencji nowego stażysty (kryzys jest i rekrutujemy coraz młodszych ;-) nagle okazało się, że moi koledzy i koleżanki mają pochowane w biurkach mnóstwo zabawek, którymi obdarowali Kacpra. Wygląda na to, że po kryjomu bawią się nimi, gdy nikt nie widzi.

Synek był grzeczny i nawet pozwolił mi napisać kilka maili. Poza tym zwiedzaliśmy firmę i przeszkadzaliśmy innym w pracy. Ale wyglądali na zadowolonych :-) Czas do obiadu upłynął nam bardzo miło. Potem mama przyjechała i zabrała Kacpra, a tata pozostał w pracy. Pewnie za karę.

Z góry zastrzegam, że:
- Kacper nie był jako nieletni zmuszany do żadnej pracy - sam chciał,
- jeśli dzwonisz do Saatchi&Saatchi i odbiera Umiński, lepiej zapytaj, który...
- pracownik Umiński pomimo rozdwojenia się, nie dostał awansu, podwyżki, ani nawet pochwały.

przy biurku taty

przy biurku taty

 

wtorek, 18 sierpnia 2009

Już wiem, jaką kolejną płytę kupimy! Dopiero teraz na to wpadłem: Preisner nagrał prawie 2 lata temu album z Teresą Salgueiro, wokalistką legendarnej grupy Madredeus. Płyta nosi tytuł "Silence, night and dreams" i nawiązuje podobno m.in. do Księgi Hioba. Zapowiada się uczta dla ucha i serducha :-)

Ja tak tylko chciałem... Nadmienić. Że wróciliśmy i jesteśmy. Bo niektórzy sądzą, że nas nie ma i - chociaż są w Warszawie - to nawet nie dzwonią. Bo niby wypoczywamy dalej. A nie. Jesteśmy. Proszę śmiało wpadać, nie tylko przy okazji koncertu Madonny.

Kilka informacji na bieżąco, bo nie chce mi się o tej porze pisać zbyt dużo. Po kolei:

Okazało się że Paweł O. pracuje w tej samej okolicy co ja. Już dwukrotnie uskuteczniliśmy wspólny lunch. Umawiany przez Facebook weekendowy wypad w góry wypalił, ale beze mnie. Paweł fajnie to zorganizował, ale akurat przywoziłem znad morza Dorotkę i Kacpra. Więc on w góry, a ja nad morze jechałem.

Dorotka i Kacper wrócili i mają się dobrze. Kacper wydoroślał i - ciągle napastowany nad morzem przez kuzyna - nauczył się asertywności ;-) Włosy mu urosły i pojaśniały, wygląda jak mały cherubinek. Nigdy nie lubiłem Baroku, więc nożyczki niedługo pójdą w ruch.

Dorotka opalona i wypoczęta. Sami zobaczycie na zdjęciach. Niedługo je wrzucę, zarówno te z Mazur, jak i znad morza.

W domu znowu porozrzucane zabawki, intensywne dni i ani chwili spokoju. Dzięki temu odżywam. Brakowało mi tego bardzo. Nawet na blogu wreszcie chce mi się coś napisać :-)

Odkryliśmy, że plac zabaw przy Forcie Bema to naprawdę rewelacja. Największy i najbardziej wymyślny z warszawskich placów dla dzieci. Byliśmy raz, będziemy częściej. Tłumy dzieciaków, ale warto.

W pracy mam urwanie głowy z powodu jednego projektu i kilku przetargów. Pisałem już, że przegraliśmy przetarg Nike w ostatnim etapie? Blisko było. Tę dwumiesięczną pracę będę jednak bardzo mile wspominał. I jeszcze to kiedyś wygram. A klient zafundował zespołowi buty. Szacun - to naprawdę rzadka postawa. Dorotka stwierdziła, że dzięki temu to nawet lepiej, że przegraliśmy, bo nagroda pocieszenia jest świetna :-) Buty już sobie zaprojektowałem i zamówiłem. Pochwalę się przy okazji, jak tylko przyjdą.

Był koncert Madonny i Jasna Góra nie upadła z tego powodu. Choć muzycznie było podobno słabo. Krzysiek był i nam zrelacjonował. Ten to przynajmniej zadzwonił, żeby się spotkać. Nareszcie mogliśmy pogadać - po 3 latach! A Renia nie zadzwoniła, choć była w Warszawie. Nieładnie. Teraz żałuje i jest jej smutno, tak jak nam. Oczywiście nie obrażamy się, co to to nie :-)

Jeśli jesteście w Warszwie - dawajcie znać. Spotykamy się chętnie i - w miarę możliwości - zawsze. Raczej będziemy teraz cały czas. Raz tylko wyskoczymy do mnie do domu, ale to już na krótko. Kto wrócił z wakacji, niech się odezwie, umówimy się na herbatę.

Na bieżąco

Najnowsze zdjęcia

Najnowsze video

Warto posłuchać


Gotye "Somebody that I used to know"


Sarah Blasko "No turning back"


Charlie Winston "I love your smile"


Pomplamoose "September"


Sia "Soon we'll be found"


Skopiuj CSS