Dorota Umińska, Sebastian Umiński. I mały Kacper, i jeszcze mniejszy Leo. Na tym blogu znajdziesz to, czym żyjemy: naszą pracę, nasze podróże, muzykę, której słuchamy, ulubione książki i filmy... Dzielimy się wszystkim, co nas cieszy i fascynuje. Opisujemy ciekawe wydarzenia w Warszawie. I jak zwykle: zapraszamy do nas na kawę.
poniedziałek, 18 maja 2009

Przeprowadziliśmy eksperyment i jesteśmy całkiem zadowoleni. Może to szczyt burżujstwa, ale zakupy przez Internet nie są specjalnie droższe od normalnych. Wczoraj zamówiliśmy, dziś dostawca wstawił je do przedpokoju. Mogłoby być nawet tego samego dnia, ale zamawialiśmy wieczorem. Frisco.pl się spisało. Mrożonki dotarły jakby dopiero wyjęte z lodówki (jest w tym dużo prawdy, bo samochody Frisco to chłodnie), warzywa są naprawdę ładne, pieczywo świeże. Najdelikatniejsze z opakowań są nienaruszone. Generalnie: jakbym sam je przywiózł.

Oszczędziłem ok. 2h jeżdżenia z wózkiem po hipermarkecie i 0,5h stania w kolejce. Nie dysponuję też takim wózkiem, którym dostawca tak łatwo wwiózł 40 kg zakupów na nasze piętro. Kupiłem tylko to, co chciałem, choć o kilku rzeczach nie pamiętałem. Zazwyczaj przypominam sobie w trakcie zakupów, albo same rzucają się w oczy na półce. Tak czy siak, wydałem mniej niż podczas zwykłych zakupów. Nie wszystkich producentów Frisco ma w asortymencie, ale nie czułem się bardzo ograniczony.

To dobrodziejstwo raczej dla mieszkańców dużych miast. W Warszawie są wszystkie największe "spożywczaki online": wspomniane Frisco, Alma24 i Hipernet24, który jest internetową wersją L'Eclerca. Dwie ostatnie sieci oferują dostawy tylko w okolice do 50 km od miast, gdzie posiadają swój sklep. Frisco pokrywa całą Polskę, ale warzywa i mrożonki oferuje tylko w okolicach Warszawy, dokąd docierają samochody-chłodnie. W inne miejsca Polski dostawa dociera kurierem UPS. Nawet wtedy może być bezpłatna jeśli nie przekracza wagi 20kg i ma wartość min. 300 PLN. W pozostałych sklepach kosztuje to od 15 do 40 zł, zależnie od odległości i dnia tygodnia.

To super rozwiązanie jeśli:
- mieszkasz w dużym mieście
- nie masz czasu (a kto ma?), albo nie chcesz tracić go na hipermarket
- nie masz jak nosić ciężkich zakupów (kobiety z dziećmi, osoby starsze, leniwi faceci ;-)

Oczywiście można się bez tego obyć. Tak jak bez samochodu, centralnego odkurzacza i telefonu komórkowego. Ale pozwala to uczynić życie wygodniejszym i poświęcić czas na inne rzeczy. Raczej nie zrezygnuję z tradycyjnych zakupów, ale co jakiś czas można się wysłużyć Frisco. I Dorotka wreszcie będzie mogła zrobić duże zakupy, zamiast spisywać mi długą listę. A co. Kobiety do siatek ;-)

sobota, 16 maja 2009

Kiedy pytał ktoś w pracy, odpowiadałem: kolejny odmóżdżacz. Czytałem w autobusie podczas drogi do pracy, w dni gdy Dorotka potrzebowała samochodu. Od wczoraj przeczytałem ostatnie 600 stron. I szukam kolejnych części, bo wciągnęło mnie tak, jak rzadko która książka.

"Imię wiatru" Patricka Rothfussa to nie kolejny odmóżdżacz fantasy, choć do fantasy właśnie musi być zaliczona. Nie wciąga w wir akcji, nie buduje epickiej sagi, w której po stu stronach przemierzymy pół świata i dokonamy bohaterskich czynów. To książka erudyty i pisarza z klasą. Tym dziwniejsze, że jest jego debiutem. Pisanym jednak przez osiem lat i początkowo nie przyjętym przez żadne wydawnictwo!

Autor próbował przekonać wydawców do wydania książki jako całości. Po licznych perypetiach i zdobyciu przez Rothfussa jednej z najbardziej prestiżowych literackich nagród, znalazł się wydawca, o którym wcześniej pisarz mógł najwyżej pomarzyć. Książka została podzielona w efekcie na 3 części pod wspólną nazwą "Kronik królobójcy". Jakich rozmiarów może być całość, skoro pierwsza część ma prawie 900 stron...?

Kupiłem ją w czasie mojej kolejnej "książkowej posuchy". Jeśli dobrze pamiętam - w hipermarkecie :-) Po prostu usychałem z braku czegoś do czytania. Po pierwszych 200 stronach była taka sobie. Jednak już kolejne strony wciągały, wciągały, wciągały. A teraz stoję przed faktem, że 2 kolejne części jeszcze nie zostały wydane na polskim rynku!

Z mściwą satysfakcją pożyczę tę książkę znajomym. Niech nie tylko ja cierpię w oczekiwaniu na ciąg dalszy ;-)

Polskie wydanie mi się nie podoba. Okładka sugeruje kolejną słodką epic-fantasy. Książka jest od tej kategorii jednak tak bardzo inna, jak ograny wydaje się główny wątek. Przetrwaj początek, naprawdę warto. Więcej o książce: tu >>

czwartek, 07 maja 2009

Nareszcie Ula "Uriel" Wąsowska pozwoliła udostępnić swoje piosenki, które zapowiadałem już dawno. Słyszeliśmy dużą część płyty w marcu, gdy zawitaliśmy do niej w Lublinie. Poprosiłem ją wtedy, żebym mógł coś tu wrzucić, bo warto się rozsłuchać w jej klimatach.

Ula

Na www.myspace.com/voiceofuriel znajdziecie 3 kawałki z jej płyty demo (to niestety tylko fragmenty). Z niecierpliwością wyglądam kolejnych. Znając ją, szlifuje ciągle aranżacje, zmienia teksty i twierdzi, że nie są skończone. A ja je słyszałem i zapewniam, że będą świetne. Ula, nie daj na nie długo czekać!

Pisałem już, że szukam ciągle nietypowych ubranek dziecięcych. I oto na znanym serwisie Spreadshirt.net, gdzie można zamówić koszulki z własnymi nadrukami odkryłem... że nie tylko koszulki! Jest tam kategoria Dla dzieci & bobasów, a w niej: małe koszulki, body, śliniaki, bluzy i chustki na głowę. Wszystko w niemowlęcych rozmiarach!

Jako motto projekt, który mnie wprost powalił:

  

A tu kilka innych ciekawych spośród kilkuset dostępnych wzorów:

Choć nie jest tam najtaniej, z całą pewnością coś kupię w najbliższej przyszłości dla Kacpra :-)

Na bieżąco

Najnowsze zdjęcia

Najnowsze video

Warto posłuchać


Gotye "Somebody that I used to know"


Sarah Blasko "No turning back"


Charlie Winston "I love your smile"


Pomplamoose "September"


Sia "Soon we'll be found"


Skopiuj CSS