Dorota Umińska, Sebastian Umiński. I mały Kacper, i jeszcze mniejszy Leo. Na tym blogu znajdziesz to, czym żyjemy: naszą pracę, nasze podróże, muzykę, której słuchamy, ulubione książki i filmy... Dzielimy się wszystkim, co nas cieszy i fascynuje. Opisujemy ciekawe wydarzenia w Warszawie. I jak zwykle: zapraszamy do nas na kawę.
piątek, 27 marca 2009

Wykorzystując mój urlop wybraliśmy się do Lublina, na stare studenckie śmieci. Bardziej niż wspomnienia interesowało nas odwiedzenie długo niewidzianych znajomych. Ilość i klimat tych spotkań zaskoczyły nas mile.

Odwiedziliśmy Ulę i Marcina, poznaliśmy ich konkursowego wilczura Guinessa. Dla Kacpra była to okazja oswojenia się z bliska z psem. Eksperyment się powiódł, synek świetnie się bawił z dwa razy większym od niego "zwierzątkiem". Tylko trudno go uczyć, że psy robią "hau, hau", skoro właśnie wcale tak nie robią... Dobrze, ze są jeszcze podwórzowe wilczury u teściów - te pokazują Kacprowi, jak brzmi szczekanie aż nadto często ;-)

Byliśmy niespodzianką wieczoru, gdy do Uli i Marcina wpadła Gosia "Dżazwik". Jak to dobrze nareszcie się spotkać. Ta kobieta potrafi podbudować swoją energią i uśmiechem. W ogóle ten dzień u "Wonsów" był magiczny. Stanowczo za rzadko się widzimy. I za rzadko mamy okazję posłuchać świetnego głosu Uli. Obiecała podesłać próbki ze swojej demo-płyty, które - jeszcze gorące - słuchaliśmy u niej. Zgodziła się na publikację, więc spodziewajcie się ich niedługo na tym blogu. Jest czego posłuchać. Najlepiej z zamkniętymi oczami.

Wpadliśmy do Dominiki i "jej chłopaków". Dominika prowadzi zaprzyjaźnionego bloga, którego polecam poczytać, a i trochę przepisów się u niej znajdzie. Wreszcie mogliśmy poznać Janusza (internetowe odkrycie Domy, które zakończyło się małżeństwem :-) oraz samego Ignacego. Ignacy z Kacprem bawili się nadzwyczaj zgodnie, bo po prostu nie wchodzili sobie w drogę. Mądre chłopaki.

Resztę weekendu spędziliśmy u Oniszczuków: Natalii, Radka i Anastazji. To kolejni przyjaciele, którzy pewnie nawet nie zdają sobie sprawy z dobrego wpływu, jaki roztaczają wokół siebie. Nastka przypomniała sobie Kacpra, którego zna już od jego stanu prenatalnego. Swego czasu, gdy Dorotka była w ciąży, Nastka podeszła i przypatrywała się jej brzuchowi. Gdy powiedziano jej, że w środku jest dzidziuś, zapytała: "A długo jeszcze będzie tam siedział?" :-)

U Radków pysznie jedliśmy (moje pierwsze zjadliwe owoce morza - brawo Radek!) i równie dobrze się bawiliśmy. Ilość zabawek Nastki oszołomiła i zachwyciła Kacpra, ale i tak ciągle próbował manipulować też sprzętem audio-video (skubany, sam sobie włącza telewizję...) i nie darował gitarze. Na tym instrumencie często brzdąka w domu, gdy otwieram futerał, więc nie miał problemu z rozpoznaniem, co można zrobić z gitarą Radka.

Spotkaliśmy się wreszcie z Lachem, czyli księdzem Mariuszem. Nie byłby sobą, gdyby nie opowiedział nam wszystkiego o aktualnych perypetiach Teatru ITP, w którym kiedyś razem graliśmy. Niedługo kolejny musical teatru: "Prorock". Po opowiedzianym przez Lacha scenariuszu i świetnej muzyce sądzę, że zapowiada się prawdziwy hit. Nie mogę się doczekać.

Na odjezdne wybraliśmy się jeszcze na mszę do kościoła na Sławinku, gdzie prawie 4 lata temu braliśmy ślub. I spotkaliśmy Gosię Rzymowską i ks. Piotrka Bełczowskiego, który jako kspiotrsac czasami wpisuje się u nas w komentarzach.

Po całym wyjeździe zostały zdjęcia. Mało, niestety nie wszystkich udało się obfotografować. Ale woleliśmy raczej skorzystać odpowiednio z tego czasu: zamiast latać z aparatem, rozmawialiśmy. Kto się załapał, zobaczcie sami.

Lubelskie fotki

 

P.S. Powyższą notkę napisałem i opublikowałem 18 marca w nocy. Doszło wtedy do awarii platformy blox. W celu przywrócenia jej działania wykorzystano backup sprzed czasu, gdy pisałem tę notkę. Zniknął mój wpis i komentarze w prawej kolumnie. Notkę przywracam, bo udało mi się ją odzyskać (chwała Google!). Komentarze będą musiały wypełniać się sukcesywnie...

środa, 11 marca 2009

Spokojnie, nie zamierzam poruszać szczegółów anatomicznych ;-) Naszło mnie kilka myśli, gdy oglądałem dziś w TV relacje dotyczące Dnia Mężczyzn (ktoś pamiętał, że taki jest?).
Dzisiejszy mężczyzna jaki jest, każdy widzi. Staramy się sprostać oczekiwaniom, by być niezwykłymi superfacetami. Czasem nam nawet wychodzi, ale czasem w głębi duszy wzbiera frustracja i testosteron.

W jednej z relacji pokazano następującą kolejność:
1. Sonda uliczna skierowana do kobiet: czyje jest dzisiaj święto? Prawie żadna nie wiedziała. Ja sam dowiedziałem się z telewizji.
2. Zdjęcia z Manify organizowanej przez feministki 8 marca, wypowiedzi organizatorek, domagających się równouprawnienia z mężczyznami, czyli - jak to wynikało z ich oceny - płcią pod każdym względem gorszą.
3. Dzisiejsze zdjęcia z ulic i sklepów: mężczyzna z wózkiem na spacerze, facet z dziećmi w hipermarkecie objuczony zakupami, ojciec opowiadający, że po powrocie z pracy "chwilę odsapnie i bierze się do gotowania obiadu".
Wreszcie konkluzja: dzisiejsi faceci nie są przykładem stereotypowego Kiepskiego z gazetą i piwem przed telewizorem.

Mężczyźni: jacy są naprawdę? Pewnie i tacy i tacy, ale do stereotypów przestali dawno pasować.

W mojej firmie jest więcej kobiet niż facetów. Niby nic dziwnego, ale gdy spojrzeć na hierarchię, okaże się, że także większość kierowniczych stanowisk stanowią w mojej agencji kobiety. Nawiasem mówiąc, bardzo kompetentne dziewczyny, które większość z nas na głowę biją.

Od jakiegoś czasu obserwuję rosnącą grupę mężczyzn, którzy robią rzeczy niezwyczajne: noszą niemowlaki w chustach, biegają z zakupami, odbierają dzieci z przedszkola, czytają książki, są religijni i empatyczni. Słowem: superfaceci.

Ja sam usłyszałem ostatnio, że koleżanki mojej żony (sic!) dyskutują z Dorotką, że jej mąż jest taaaki faaaajny. No, ba. Grunt to dobry PR. Czy Dorotka podziela ich pogląd, to już inna kwestia ;-) Szczerze przyznam, że poza pisaniem wierszy i śpiewaniem przy gitarze mam jeszcze parę takich rzeczy w zanadrzu. Więc w czym problem? W tym, że zbyt miło się zrobiło.

Panowie, oczekiwania są wygórowane!

Musimy dziś: nie oglądać się za kobietami, znać się na samochodach, lecz nie jeździć własnym zbyt szybko, pracować krótko, za to dużo zarabiać, naprawiać usterki w domu, czytać instrukcje i zbijać meble z Ikei, robić większe zakupy, nie wydając dużo pieniędzy, rozliczać PITy, kupować spodnie częściej niż raz na rok i to osobiście!

Możemy (i de facto to robimy): uczestniczyć w porodach, gotować (ale ciągle nie tak przyprawione, jak byśmy chcieli), sprzątać, kąpać dzieci, karmić butelką, przewijać, słuchać muzyki, byle dobrej i nie głośno, zabierać dzieci na spacery, oby ciepło ubrane, znać się na kolorach zasłon, być czuli w łóżku, wstawać rano po świeże bułki, chodzić do kina na ambitne filmy. Każdy wybiera dla siebie to, co mu pasuje. Ale to też składa się na nasz wizerunek i lepiej robić większość tych rzeczy, żeby nie być postrzeganym jako "typowy facet".

A czego chcemy?
Chodzić na imprezy ze znajomymi z pracy, grać w gry komputerowe po nocach, jeździć szybko samochodem, oglądać głupie filmy sensacyjne i mordobicia, zaczynać uprawiać dowolny sport od kupna wypasionego sprzętu, mówić co myślimy (np.: "rzeczywiście wyglądasz w tym grubo"), wychodzić z dzieckiem bez czapki, robić większość rzeczy "na jutro", odpoczywać bezczynnie, urządzać mieszkanie w oszczędnym designie, kupować super zdalnie sterowane zabawki - dla syna oczywiście, olewać konwenanse.

Moja męskość...
I znów bez anatomii, za to o cechach integralnych.
Jestem facetem, więc klnę często na czym świat stoi. Cyniczny też jestem i czasem oschły. Bo chwilami nie chce mi się być miłym i wtedy nie jestem po prostu. Muszę czasem odpocząć. Nie chce mi się, więc nic nie robię. A gdy nic nie robię, zasypiam. Także w kościele :-) Egzaltacja mnie nie bierze. Za to pokłady ironii posiadam nieodkryte.
Lubię stawiać na swoim. Bo tak. Nie wierzę w choroby. W lekarzy też nie. Samochodami się nie rajcuję, ale jeżdżę szybo i dynamicznie. Dopóki przepisy są głupie, mam je w głębokim poważaniu.
Synowi pozwolę na rzeczy, na które nie pozwoli mu mama. I zabawki kupuję mu pod siebie. Bo on to przecież taki mały ja, no nie? Więc wiem, co lubi.
Mówię, co myślę. Także, gdy jest to negatywna opinia o kimś. Prawda, nawet najgorsza, jest lepsza niż przemilczenie.
Zapominam. O wszystkim: urodzinach, rocznicach i obietnicach.
Kłócę się z bliskimi. Im bliżsi, tym częściej i bardziej. I chcę mieć zawsze rację.

Jestem facetem i dobrze mi z tym, niezależnie od wizerunku, jakiego oczekujecie po mężczyźnie. Nie będę nigdy przemiłym synem i zięciem. Nie będę nigdy przykładnym ojcem ani księciem z bajki. Co jakiś czas powiem coś miłego. Co jakiś czas niespodziewanie pomogę. Zaśpiewam lub wiersz napiszę. Zrobię romantyczną kolację. Dzieckiem się zajmę. Co jakiś czas pomyślisz, że jestem jednym z tych superfacetów. Tylko przez chwilę, bo ileż można?

Nie chce mi się więcej gadać. Więc kończę. Bo prawdziwego faceta można poznać po tym, jak kończy.

poniedziałek, 02 marca 2009

Zazwyczaj nie plączę tu spraw zawodowych, umieszczam je na moim reklamowym blogu. Tym razem jednak myślę, że to docenicie. Film został zrealizowany dla marki Schweppes i jest częścią większej akcji reklamowej.

Jeśli wytrzymacie te 10 min, stwierdzicie, że w internecie - poza mnóstwem śmieci - są również bardzo dobre filmy, przy których warto się chwilę zatrzymać. Nawet reklamowe. Przedstawiam "Signs" (Znaki). Optymistyczna i bardzo na czasie historia.

00:37, seboumi , Praca
Link Komentarze (2) »
niedziela, 01 marca 2009

Na bieżąco

Najnowsze zdjęcia

Najnowsze video

Warto posłuchać


Gotye "Somebody that I used to know"


Sarah Blasko "No turning back"


Charlie Winston "I love your smile"


Pomplamoose "September"


Sia "Soon we'll be found"


Skopiuj CSS