Dorota Umińska, Sebastian Umiński. I mały Kacper, i jeszcze mniejszy Leo. Na tym blogu znajdziesz to, czym żyjemy: naszą pracę, nasze podróże, muzykę, której słuchamy, ulubione książki i filmy... Dzielimy się wszystkim, co nas cieszy i fascynuje. Opisujemy ciekawe wydarzenia w Warszawie. I jak zwykle: zapraszamy do nas na kawę.
poniedziałek, 26 listopada 2007

Tym razem coś z dzisiejszych czasów. Czy wiecie o czym są najpopularniejsze filmy na YouTube? Paradoksalnie o niczym ważnym, paradoksalnie wcale nie są autorskim popisem ambitnych twórców. To najczęściej przeróbki znanych przebojów dokonywane przez dzieciaki we własnym pokoju!

Ma być zabawnie, piosenka powinna być znana. Wystarczy nowy pomysł i choreografia. Przebój gotowy...

Znalazłem to przypadkiem i ujęło mnie. Naturalne, bezpretensjonalne, zdystansowane i śmieszne. No i ta piosenka (wersja z Sister Act 2): Ain't no mountain high enough.

 

niedziela, 25 listopada 2007

Oto przykład, jak masowa rozrywka może być inspiracją do odnalezienia tej ambitniejszej:
oglądaliśmy wczoraj "Gwiazdy tańczą na lodzie" i z wypowiedzi jurora Szaranowicza wpadło nam w ucho życzenie, aby ktoś kiedyś zatańczył z taką pasją, jak słynna para łyżwiarzy na igrzyskach w Sarajewie. W ten sposób znaleźliśmy wspominane przez Szaranowicza "Bolero" z 1984r. w wykonaniu Jane Torvill i Christophera Deana, jeden z najsłynniejszych łyżwiarskich występów wszechczasów. Wgniotło nas w fotele...

To był perfekcyjny i naładowany emocjami taniec, za który dostali wtedy najwyższe noty i zasłużony złoty medal.

Poszukałem więc innych występów. Najbardziej spodobał nam się ten - przejmujący, oryginalny, z niezrównanym ładunkiem uczuć "Encounter" z 1994r. Jak nie pokochać dyscypliny, którą ludzie tworzą z taką pasją?

poniedziałek, 19 listopada 2007

Ciężko ostatnio się zebrać i znaleźć czas na pisanie. Przeszkadzają tytułowe sprawy:

Choroby
A właściwie choroba Dorotki - niby przeziębienie z jakimś elementem wirusowym, ale lekarz wolał ją odizolować, za co chyba była mu bardzo wdzięczna. Tydzień leniuchowania w domu dał jej przedsmak urlopu macierzyńskiego i teraz już chyba nie może się doczekać, kiedy definitywnie przestanie chodzić do pracy. Ja bym się zanudził, ale kobiety chyba inaczej to odbierają...

Praca
A właściwie perspektywy zmian w pracy. Dorotka wynegocjowała krótszy czas pracy (6 godzin dziennie), choć nie wydaje się bardziej wypoczęta, gdy wraca do domu. Jest to jednak 2h mniej przed komputerem.
Z kolei u mnie kroiła się zmiana firmy, bo 2 konkurencyjne agencje składały poważne propozycje. Nie poszedłem jednak za finansowym wabikiem, bo we własnej firmie w tym samym momencie zaproponowano mi awans, podwyżkę i powiększenie zespołu. Zostaję więc, ale do 1 stycznia moja praca zmieni się w wielu aspektach.

Plany
Święta spędzamy u rodziny Dorotki. Potem pojedziemy do Ząbkowic na ślub mojej siostry. Zostaniemy już tam na Sylwestra. Musimy jeszcze tylko wymyślić, co w Sylwestra będziemy robić. Może zorganizujemy jakąś imprezę lokalnie?

no i dzieciaczek...
O nim mogę napisać tyle: jest obecnie w jakimś 12 tygodniu rozwoju, nie podglądaliśmy go jeszcze na USG, płeć poznamy za jakieś 2 miesiące... Choć imiona już wymyślamy, to na razie jakoś przychodzą nam tylko żeńskie. Na ewentualność chłopca wymyśliłem ostatnio dość niefortunnie: Tytus. Samo w sobie jest dziwne, ale w połączeniu z nazwiskiem nie brzmi źle, co? ;-)

wtorek, 06 listopada 2007
Potwierdzam oficjalnie, że uroki tacierzyństwa i macierzyństwa rozpoczną się dla nas w czerwcu. Prosimy o modlitwę, żeby Dorotka i dzieciaczek dobrze się czuli. Dzięki za wszystkie ciepłe słowa :-)

Na bieżąco

Najnowsze zdjęcia

Najnowsze video

Warto posłuchać


Gotye "Somebody that I used to know"


Sarah Blasko "No turning back"


Charlie Winston "I love your smile"


Pomplamoose "September"


Sia "Soon we'll be found"


Skopiuj CSS