Dorota Umińska, Sebastian Umiński. I mały Kacper, i jeszcze mniejszy Leo. Na tym blogu znajdziesz to, czym żyjemy: naszą pracę, nasze podróże, muzykę, której słuchamy, ulubione książki i filmy... Dzielimy się wszystkim, co nas cieszy i fascynuje. Opisujemy ciekawe wydarzenia w Warszawie. I jak zwykle: zapraszamy do nas na kawę.
Blog > Komentarze do wpisu

Samotne niezrozumienia

Właśnie sprzeczałem się z moim bratem przez 1,5h przez telefon. Zadzwoniłem złożyć mu urodzinowe życzenia. Potem zaczęliśmy gadać o bieżących tematach, poruszyliśmy m.in. kwestię Manifestu Grudniowego dot. świąt i... uwierzycie? Kłociliśmy się tyle czasu o światopogląd, którym się różnimy. O spiskową teorię dziejów i źródła poznania, o media i Radio Maryja, o własne wybory i sądy. Trochę zepsułem Grześkowi urodzinowy wieczór. Sorry brother. Manifest był tylko iskrą, nie różnił nas, ale zainspirował do przemyśleń. I to był błąd, że się temu poddaliśmy.

Z mojego punktu widzenia to deja vu. Od lat nie jestem w stanie porozumieć się z innymi w niektórych sprawach, choć czasami mamy nawet zbieżne poglądy, a różnią nas szczegóły. Jest tak z rodziną i niektórymi znajomymi. W większości przypadków różnią nas jednak pryncypia. Czasem czuję się jak kosmita. Właściwie nie potrzebuję być rozumiany. Nie głoszę popularnych poglądów i mam tego świadomość. Jednak męczące są dyskusje, gdy - zamiast pozostać we własnych światach - próbujemy się spotkać. Męczące jest, gdy moje słowa wywołują burze.

Przestałem już wspominać o skrajnym subiektywizmie, który wyznaję. Nie chcę poruszać drażliwych tematów (choć, znając siebie, poruszam je ciągle zbyt często jak na cierpliwość moich rozmówców). Nie chcę dyskutować o religii. Nie chcę dyskutować o moralności. Nie wspominam o moich pomysłach np. na genezę praw moralnych, sposób filtrowania informacji w mediach, ludzką seksualność, źródła tworzenia się światopoglądu, pogląd nt. chorób i odporności, nieromantyczne zaprzeczanie istnieniu przeznaczenia, ostrożność co do możliwości poznania i wiele innych.

Robię się milczkiem, bo o wielu tematach lepiej szczerze nie mówić. Przez lata byłem solą w oku i czasem to wraca w niespodziewanych momentach. Nie jest miło, gdy komuś wydaje się, że zna moje intencje, a właśnie ocenił je jako wredne. Nie jest miło, gdy - nie potrafiąc wyzbyć się tonu mądrali - nie jestem w stanie uniknąć sytuacji, że ktoś uznał się za atakowanego, deprecjonowanego, gorszego. I stąd nie możemy się zbliżyć do siebie, bo nie umiemy tolerować swojej inności lub błędnie domyślamy się intencji. Czasem wystarczyłoby zatrzymać się i uznać, że się różnimy. Rzadko się to udaje.

Po co więc wywoływać wilka z lasu, skoro wystarczy milutkie pitu-pitu. I "rozmawiamy sobie", jednak mi ciąży ukrywany przed postronnymi plecak pełen samotnych niezrozumień... I tak do końca życia?

wtorek, 18 listopada 2008, seboumi

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Mama Ignaca, *.chello.pl
2008/11/19 19:51:10
Tak, Seba, chyba do końca życia... Pewien Nazarejczyk też miał ten "problem" i mimo otaczających Go tłumów czasami był potwornie, aż do bólu samotny. Ty poznałeś ten ból i z pewnością każdy człowiek nosi go w sobie - wbrew znanym słowom - jesteśmy samotnymi wyspami. Może to smutne, a może z drugiej strony - fascynujące. Odkrycia tej drugiej strony życzę :) A swoją drogą - lubię Cię czytać - w wielu sprawach masz totalnie inne spojrzenie, w wielu się z Tobą nie zgadzam. I dobrze. Nie chodzi o wzajemne przekonywanie się do własnych racji. Mnie osobiście taka "wymiana zdań" motywuje do weryfikacji i niejednokrotnie potwierdzenia własnych poglądów. Pozdrawiam :)

Na bieżąco

Najnowsze zdjęcia

Najnowsze video

Warto posłuchać


Gotye "Somebody that I used to know"


Sarah Blasko "No turning back"


Charlie Winston "I love your smile"


Pomplamoose "September"


Sia "Soon we'll be found"